
Bezmiar wód. Kto widział morze widzi gwałtowność żywiołu, fale. Woda potrafi być gwałtowna i niszczycielska jako żywioł. A jednocześnie bez wody nie możemy przeżyć już nie tylko w codzienności ale jako organizmy.
Rdz 1-2
Przez lata widziałem w Biblii cały czas to samo słowo – był tam “bezmiar” wód i Bóg nad nim też był. Bezmiar to dużo, to dwa słowa: coś jest “bez miary” czyli jest tego dużo, próżno chcieć to policzyć, na tę wielość nie ma miary po prostu. Nad tym ogromem jest Bóg. Słowo jest przecież znane: “bezmiar” a zawsze, gdy czytałem ten fragment, wyobrażałem sobie to jako taki wielki bezmiar bez posiadania przez niego sensu, celu, takiego tchnięcia w niego misji, życia.
Morza dla nas po prostu są, trwają, ale czekają by czemuś służyć. Piękny jest ten opis stwarzania, bo tu wszystko jakby czeka i wyczekuje tego, co dalej. Pojawienie się człowieka daje tu pełnię. Gdy Bóg stworzył człowieka, postanowił odpocząć jak artysta po skończonym trudnym dziele. I choć to nie reportaż i choć Bóg stwarza świat nieustannie (siedem to nieskończoność swoją drogą), to świat ma sens, można odpocząć. Wody płyną, są morzami i oceanami, nawadniają, ożywiają glebę, dają wzrost, schronienie, poją, podtrzymują życie. Za sprawą wody odbywa się chrzest.
Z człowiekiem jest czasem jak z tymi wodami: siedzi i czeka na to tchnięcie, powołanie, posłanie, na misję i cel. Zauważymy to w rozdziale drugim Księgi Rodzaju. Oba te rozdziały jakby łączę, bo one pokazują dwie wizje stworzenia świata, idą w parze. Zanim jednak, spójrzmy na jedną kwestię. Na człowieka.
Brud
Za nami Adwent. Na ostatniej prostej Kościół przedstawiał nam tzw. “Wielkie Antyfony”, jest ich siedem. 22 grudnia słyszeliśmy antyfonę “O, Rex…” – “O, Królu…” (wszystkie zaczynają się jakimś tytułem Chrystusa, jest więc Emmanuel, jest mój ulubiony bo przez Tolkiena pięknie przetworzony “O, Oriens” czyli “O, Wschodzie”. I właśnie w Antyfonie z 22.12 padają słowa: “(…) przyjdź i zbaw człowieka, któregoś z mułu ziemi utworzył”.
Nawet muł czy też proch ziemi czekały na to, by Bóg uczynił z nich człowieka, by z tej zimnej i brudnej gleby, wilgotnej i nieprzyjemnej (znam ludzi, którzy lubią grzebać gołymi dłońmi w ziemi, których to uspokaja, a i istnieją terapie oparte na takim doświadczeniu ziemi zmysłem dotyku) ale w większości po kontakcie z glebą mamy ochotę (i to czynimy) umyć ręce, a już przed posiłkiem – tym bardziej. A tu Bóg z tego mułu i błota tworzy człowieka, nie brzydzi się i na dodatek tworzy go tak pięknego, tak doskonałego, tak dobrego że aż mówi, że oto czyni go na “Swój obraz i podobieństwo”. Z brudu Bóg wyciąga coś pięknego i doskonałego. To jakby ktoś wyrzucił na śmietnik jakieś sfatygowane prześcieradło, na którym spało kolejnych sześcioro dzieci jakiejś rodziny, sfatygowane i zużyte prześcieradło a przechodziłby obok Leonardo da Vinci i powiedział: “Dawajcie to, zrobię na tym Mona Lisę”.
Przy czym Bóg nie brzydzi się człowieka, nie brzydzi się pobrudzić dłoni, nie boi się stąpać po mule i błocie by do nas przyjść. Ojciec syna marnotrawnego z przypowieści biegnie do syna. Sędziwy starzec, z pozycją, bogaty zawija suknię i jak młodzieniaszek biegnie w sandałach do syna ku pewnie uciesze ludzi (“zgłupiał na starość, wariat” – tak pewnie myślą i mówią ludzie).
4 nauki od…zarania świata
Bóg jak artysta stwarza świat, wszystko tu wręcz ,,czeka” na swoje powołanie tak jak czekały owe wody na to, co będzie dalej. Na pierwszy rzut oka widzimy tu opis stworzenia i stwarzania, ale gdy wgryziemy się jeszcze w drugi opis z rozdziału 2, widzimy jeszcze 3 rzeczy. A nawet 4. Ale po kolei. Już u początku świata Pan Bóg wskazuje nam na ,,spotkanie” – bo czym innym jest nakaz nadania imienia każdemu stworzeniu? Człowiek musi dostrzec, spotkać, odnieść się do cech i wyglądu, nadać nazwę zwierzęciu. Adam spotyka też Ewę w jej różnorodności, odmienności. Wielokrotnie na stronie pisałem o Tischnerowskiej ,,filozofii dramatu” czyli filozofii spotkania drugiego człowieka. Adam powstaje z mułu/piachu/prochu – to istota stworzona z ziemi. Ewa powstaje z żebra Adama, a więc geneza jej życia to powstanie z innego ,,życia” (zaś Adam pochodzi z tego, co dotychczas było martwe, bo dopiero od tej chwili ziemia będzie wydawała owoce). Spotkanie mimo różnic. Druga rzecz, którą kończy się Rdz 2 to cytat: ,,Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu” a więc mamy tu pewną akceptację mimo różnic. Trzecia rzecz: władza. Bardzo często ten fragment o tym, by czynić sobie ziemię poddaną ludzie odczytują: ,,zjadać zwierzęta, wycinać lasy”. Grzechem nie jest zjeść mielonego i grzechem nie jest wyciąć drzewo pod budowę, tylko że w tym czynieniu sobie świata poddanym można popaść w nadmiar, w niszczenie świata zamiast korzystania z niego w sposób zrównoważony. Nie o tym jednak. Mój kochany C.S. Lewis w książce o średniowieczu i renesansie ,,Odrzucony obraz” pisał o tzw. ,,modelu” średniowiecznych. Po krótce wyglądał on następująco: jest Pan Bóg nad całym stworzeniem i nad światem, poniżej Boga są aniołowie, pod nimi człowiek, a pod człowiekiem – zwierzęta, rośliny, całe to stworzenie. Oczywiście nad tym wszystkim: nad aniołami, ludźmi, zwierzętami itd. jest Pan Bóg, ale jednocześnie każdy kimś się opiekuje w tym modelu: aniołowie opiekują ludźmi, ludzie zwierzętami i roślinami, ktoś kimś ,,włada” choć wszystkim włada Bóg. I w tym modelu tak sobie pomyślałem, że jest to, co Pan Jezus mówił, że ,,władza jest służbą”, może skoro ziemia jest człowiekowi poddana: zwierzęta i rośliny, to może po to by się nią opiekować a nie od razu zjadać zwierzęta bo mam nad nimi władzę. Może powinienem być opiekunem i przyjacielem a nie myśliwym? To jakaś moja życiowa zasada na bycie wegetarianinem (poza tym, skoro Adam nadaje imiona zwierzętom, a imię w Biblii jest ważne, to może jest to ,,po coś?”). I ostatnia rzecz – czwarta. My już wiemy, co będzie dalej, wiemy jak ta historia potoczy się dalej, znamy nawet jej spełnienie i naprawienie w Chrystusie oraz wiemy o Apokalipsie. Ale wielu myśli sobie tak: ,,miał być raj, ludzie upadli i teraz trzeba pracować i rodzić w bólu”. Praca nie jest karą. Pisałem o tych ,,wodach”, które czekały na zadanie. Cała natura czekała na człowieka. W tym rozdziale 2: ,,nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”. Całe stworzenie czekało na człowieka, człowiek miał pracować. Oczywiście praca pewnie by nie wiązała się z trudem w tym idealnym rajskim świecie, tak jak i rodzenie może odbywałoby się bezboleśnie. Pan Bóg pracował nad całym dziełem i przekazał nam kilka cech: dobro, piękno, dar tworzenia, nazywania, pracy, spotkania, akceptacji, władzy nad słabszymi i nad stworzeniem – władzy jako służby a nie wyzysku. Wszystko to już u zarania świata.
Wpis jest początkiem nowego cyklu ,,Od Nowa”. Będę w nim pisał luźne refleksje o Księdze Rodzaju, będę próbował od nowa spojrzeć na tę Księgę.
Photo by Anthony Gomez on Unsplash
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




