
Wiele osób czytających media może spotkać jakiegoś uniwersalnego Polaka, kogoś do kogo kierowany jest ten medialny dyskurs. Zaczynamy się porównywać, ulegamy presji społecznej. A co jeśli czujesz się jakiś gorszy, nieprzystający do tej rzeczywistości? Jeśli tez tak czujesz, ten tekst ,,jest dla ciebie”. Podam kilka praktycznych metod, jak sobie z tym poradzić.
Wykreowana klasa – mit medialnego „idealnego Polaka”
Ta kreowana przez media ,,klasa” (specjalnie unikam określenia ,,średnia”, bo przecież nie o nią chodzi albo też nie powinno o nią chodzić) ma preferencje lub problemy, które albo nie dotyczą tak naprawdę nikogo i są jakąś kreacją, by dobrze się czytało i klikało, albo jakąś próbą stworzenia stargetowanego obywatela i konsumenta danego medium (pisałem trochę o tym niedawno). Podam kilka przykładów. Pewien ogólnopolski dziennik jakiś czas temu pisał o pisarzu narzekającym na to, że zarabia mało. Nie jest tajemnicą, że zwykły pisarz zarabia drobne od sprzedanego egzemplarza, bo taki jest system. Tylko czy on tworzy sztukę dla kasy czy dla “pomnika trwalszego niż że spiżu”? Pewnie i dla potomnych i żeby się utrzymać (choć są i pisarze, którzy mają etat a pisanie traktują jak hobby). Owszem, każdy by chciał zarobić, chciałby żyć z tego co lubi i co jest jego pasją, pisarz musi mieć pomysł, musi mieć często dużo czasu na pisanie a potem na żmudny proces redakcyjny i korektorski, musi być PR-owcem swej książki bo jeździ po Pszczynach, Szydlowcach i Orońskach, by dać znać, że istnieje on i jego książka. Choć jak wspomniałem, często to ludzie po kierunkowych studiach i godzący pisanie z wieloma innymi etatowymi zajęciami nisko płatnymi, jak okazjonalny artykuł na umowę zlecenie lub umowę o dzieło. Tylko że jeśli chodzi tylko o kasę to można znaleźć wiele dobrze płatnych prac, gdzie nie jest nawet wymagane wykształcenie podstawowe, taki ktoś zarobi lepiej niż niejedna osoba z klasy choćby i średniej. Czy to źle? Nie. To wręcz uczciwe. Bo dobre pieniądze często kosztują kręgosłup i stawy oraz mięśnie. Czasem udaje się mieć i kasę i prestiż, trzeba też walczyć o to, by za swoim wysiłkiem (studia, specjalizacja, kursy, dokształcanie i poświęcony czas) szła kasa. Ale nie mówię o utopii ale o pragmatyce.
Ludzie, przestańmy wartościować, oceniać, porównywać się, dzielić. Pomijam tu cały wachlarz zagadnień: socjologicznych, kulturoznawczych, historycznych, ekonomicznych. Skupmy się na tym co tu i teraz.
Dlaczego czujemy się gorsi?
Czytam różne teksty w drukowanych magazynach. Jak to jest strasznie oderwane od zwykłego życia, jakie to jest snobistyczne. Dostaję newsletter w stylu ,,naucz się nie zdobywać kolejnych gałęzi rozwoju”. Gdy ktoś już jest wykształcony to może sobie na to pozwolić, a co powiedzieć komuś, kto sobie uświadomił, że jednak czuje się dopiero teraz gotowy podjąć naukę po latach od skończenia szkoły i po trudach życia? Sięgam po magazyn, a tak autor o wyższości jednego wina nad drugim na 4-5 stronach i z kontekstem literackim. Inny tekst o przeżyciach autorki i refleksjach na temat japońskiej herbaty. Rzeczy, które nie przeszłyby normalnego kolegium redakcyjnego gdyby nie nazwisko autora, który po takim tekście dalej żyje w swojej bańce i polewa się sosem snobizmu. Wchodzę do sieci, wielki nagłówek o tym, że Tokarczuk się wypowiedziała na jakiś temat i co powiedziała. Doceniam naszą noblistkę, cieszę się że otrzymała Nobla, czytałem kilka powieści i innych tekstów, podoba mi się język choć wolę fabuły Camusa, Greene’a, lubię się katować Dostojewskim, co nie znaczy, że Tokarczuk pisze źle ale akurat ja wolę inne klimaty literackie (choć doceniam magię jej języka opowieści). Mam wrażenie, że jacyś ludzie w kilku większych miastach (celowo nie wymieniam nazw by nie krzywdzić, bo wierzę, że to marginalne zjawisko i nie chcę obrazić innych), nie wiem kto jeszcze, że to jakieś bańki, w których żyją inni ludzie, że to jakieś światy w których debatuje się nad tym, jakim sztućcem jeść rybę albo że tu ludzie w Polsce debatują o tym, czy to Boże Narodzenie króluje nad Wielkanocą czy jest odwrotnie (albo ten osławiony problem filozoficzny, który wszedł do nauki a tak naprawdę był żartem i ktoś tu kogoś strollował na wieki, a mianowicie: ilu aniołów zmieści się na łebku od szpilki). Nie, ludzie naprawdę jak nie mają chleba to nie jedzą ciastek, i naprawdę życie wygląda inaczej niż chcieliby ci, co próbują kreować to myślenie według egocentrycznych zasad. Oczywiście skupiam się na pewnych wyjątkach, nie całokształcie zjawiska. Bo czytając te teksty pomyślałem o reportażu Kanału Zero z grudnia 2025, reportaż opowiadał o ,,Biedańsku” – o osobach, którym się nie przelewa, które zostały doświadczone przez życie, którym czasem coś nie wyszło lub system zawiódł, którzy potrzebowali pomocy, o panu w tym materiale, który nie myśli o wyższości jednego wina nad drugim (jak wspomniany publicysta) a o ciepłej kąpieli. O tym, że naprawdę mamy poważniejsze problemy w życiu. I może mnie ktoś skrytykować, że jestem malkontentem. Ale serio uważam, że mamy jako ludzie naprawdę poważne problemy, a nie gdybanie często abstrakcyjne. Czy więc nie pisać o przyjemnościach, o radości, nie szukać otuchy w tej codzienności w czymś lekkim? Pisałem o tym, że i w czasie wojny istniał kabaret. Owszem: pisać, ale nie mówić że to najważniejsze życiowe tematy, nie zapominać że mogą być hermetyczne i że dostosowywanie ich do ogółu jest błędne. Wiem, że tak działają media, że jak damy Tokarczuk to będzie to klikalne (a pracując w redakcji musimy szukać tego, co się kliknie; etyka i misja to jedno, ale też trzeba utrzymać media i pracujących w nich, ale i dzieje się to dzięki nam – czytelnikom, bo chcemy to czytać; pokażmy, że coś innego nas kręci to będziemy to otrzymywać), ale bańki w ogóle nie są najlepsze.
Bańki informacyjne i presja sukcesu
Wpisywanie nas we wszelkie klasy nie jest dobre, bo jesteśmy różni. Czasem chcemy być w innym miejscu. Ktoś jest tak ukształtowany, że dobrze by się czuł coś majsterkując, naprawiając, ogarniając coś technicznie. To czuje, w tym jest dobry. Ale świat mu wmawia, że sukcesem jest praca umysłowa i za biurkiem. Ten człowiek tam idzie, męczy się niemiłosiernie, bo chciałby ruchu, chciałby majsterkować a musi wypełniać nudne papiery. Czuje się psychicznie źle, kuleje samopoczucie, kuleje obraz siebie, zaczyna atakować psychosomatyka i pojawia się jakieś poczucie niespełnienia. Czasem też za tym idzie jakieś postrzeganie tego człowieka przez innych, zwane to jest błędem atrybucji. Dramat. Dochodzą myśli.
Ktoś wychował się w sytuacji mniej inteligenckiego domu, dobrze czuje się w towarzystwie zwykłych ludzi, nie elit (jeśli tak można powiedzieć, bo nie chodzi mi tu o żaden podział na “tych” i “tamtych” ale ten podział niestety istnieje w wielu miejscach). I za wszelką cenę próbuje tam wejść odcinając się od korzeni, dawnych znajomych i generalnie zmieniając środowisko i świat. Jednak coś mu nie daje spokoju, pojawia się poczucie niedopasowania. Pojawiają się myśli, psychosomatyka, nastrój itd.
Nie jest to psychologiczna opinia, ale może pojawić się pewna forma “nerwicy” – jedne myśli mówią to, inne tamto. Pojawia się dualizm. Rozum wie jedno, myśli chcą narzucić drugie, człowiek stoi w rozkroku: czuje jedno a chce i zmusza się do innego, protestuje psychika, protestuje ciało. Dramat – dramat osoby która nie chce posłuchać wnętrza.
23 praktyczne sposoby, jak odzyskać siebie
Jako odtrutkę na ten opisany mechanizm przygotowałem zestaw praktycznych porad, które możesz wykorzystać w swoim życiu.
- Robić swoje – znasz pewnie swoje talenty, swoje powołanie życiowe, to co dostarcza ci radość i spełnienie (jeśli nie, zachęcam do tego poradnika z naprawdę kilkoma praktycznymi ćwiczeniami). Rób swoje, nie oglądaj się. Jeśli to rzeczy dobre i wartościowe, jeśli nikogo nie krzywdzisz, nie powinna cię interesować opinia innych, bo zawsze ktoś się znajdzie, kto ,,wie lepiej”, i najczęściej to osoba, która jest życiowa bierna i nic nie robi, ale za to komentuje innych.
- Zachowuj dystans wobec przekazów medialnych. Trochę o tym było już wyżej. Nie wszystko jest prawdą.
- Empatia i czułość jako pewna busola. Kieruj się nimi w swojej codzienności. Lepiej czegoś nie wiedzieć o świecie, ale mieć rozwiniętą empatię, pewną wrażliwość wobec świata. Wiedza na każdy temat jest mniej warta od dostrzeżenia drugiego człowieka, pomocy mu, dostrzeżeniu go. W końcu to człowiek jest najważniejszy. I niestety często zbyt późno sobie to uświadamiamy.
- Nie daj się zaszufladkować. Jesteś sobą, masz swoją wartość. Nie pozwól na to, by media czy inni ludzie wpisali cię w jakąś wymyśloną na potrzeby tekstu zbiorowość.
- Nie klikaj we wszystko, ale starannie wybieraj treści. Jeśli media mają się zmienić i dawać poważniejsze i ważniejsze tematy, nie karm się tym fastfoodem algorytmów. Wybieraj treści jakościowe, ważne, bez sensacji, ale takie, które cię rozwijają.
- Nie wchodź w ,,bańki” informacyjne, czasem wejdź na stronę, z którą się nie zgadzasz, albo przeczytaj taką książkę, spróbuj poznać inny punkt widzenia – taki, z którym się nie zgadzasz. Czasem resetuj algorytmy swoich mediów społecznościowych, by poznać inny świat, inne problemy, inny punkt widzenia i właśnie nie być zamkniętym w tego typu narracjach, o których pisałem, gdzie 4 strony tekstu o winie pachną snobistycznie, a obok są ludzie, którzy potrzebują pomocy.
- Uważność. Dostrzegaj świat wokół siebie, nawet zwykła droga do pracy (znana doskonale) może być spojrzeniem na codzienność w nowy sposób, jeśli tylko tego chcesz i odważysz się. Uważność pobudza w nas wdzięczność Bogu i ludziom za naszą codzienność, za nasze życie, za obecność kogoś obok.
- Stawiaj relacje z ludźmi ponad inne rzeczy, uświadom sobie kruchość życia
- Wiara. Kieruj się nią, dostrzeż ją, uznaj za ważną obok nadziei i miłości.
- Nie ulegaj polaryzacji, bo właśnie jej chcą politycy. Jeśli damy się podzielić i skłócić, rozproszyć, łatwo nami będzie sterować. A nie oszukujmy się: po pierwsze to nie warto umierać i marnować życia dla jakiegoś widzimisię polityków a po drugie: to może celowe. Chcą się kłócić to niech sobie sami to robią. Nie nakręcaj się, nie angażuj w te kłótnie ,,życia i śmierci”, bo ludzie chcą dać się pokroić za polityków.
- To długi temat, i skomplikowany, ale wiedz po prostu że media często do opisu naszego świata używają narracji, symulakr, mitów, i pewnych metafor po to, by zaszczepić w naszych głowach pewien obraz świata, który mamy przyjąć. Nie mówię o kontestowaniu rzeczywistości czy spiskach globalnych lub innych teoriach spiskowych, ale o rozsądnym myśleniu i może niekoniecznie przyjmowaniu na wiarę wszystkiego, co nam się powie.
- Miej w życiu swoją filozofię – jakiś zestaw nakazów i ,,prawd”, którymi się kierujesz. Może to być taka lista. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest np. Spisanie swoich wartości, poglądów, doświadczeń, cytatów z naukami z Biblii. Może stwórz taki dokument tekstowy w telefonie lub notatnik, w którym będziesz dopisywać kolejne rzeczy.
- Umiłowanie losu. Choć Fryderyk Nietzsche to nie moja bajka, ale na swój użytek (i jest to wyrwane z kontekstu) przyjąłem takie hasło ,,amor fati” czyli właśnie umiłowanie swojego losu, zaakceptowanie go, co nie oznacza, że nie trzeba walczyć o poprawę losu, o rozwój. Ale czasem na jakimś etapie życie nie możemy już skoczyć wyżej, wtedy warto zaakceptować swoje obecne położenie, działać ale i być cierpliwym. No i modlić się.
- Doceń cisze. W naszym życiu często musi być coś, co będzie zagłuszało nasze myśli, od myśli uciekamy, uciekamy też od siebie, od refleksji, zagłuszamy emocje, często ta ucieczka prowadzi do tego, że chcemy kierować czyimś życiem (bo łatwiej skupiać się na czyichś emocjach, zamiast naprawiać własne życie i nim kierować). Znajdź czas i miejsce na cisze, i niech to będzie przestrzeń do pomyślenia o twoim życiu, refleksji, zastanowienia się na kierunkiem swojego życia.
- Gromadź wspomnienia – one są najcenniejszym, co posiadamy, co mamy na własność.
- Żyj – nie bój się
- Pozwalaj sobie na tzw. ,,nic”, sam gdy często jestem spięty i napięty, gdy muszę być full efektywny, pozwalam sobie na nieczytanie w podróży, na patrzenie przez okno, na to by sobie przypomnieć, że nie muszę ciągle biec a mogę po prostu zatrzymać się. Jest to trudne bo sprawia poczucie jakiegoś wyrzutu sumienia. I właśnie o to chodzi: gdy czujesz taki ,,wyrzut”, oznacza to, że ta czynność była potrzebna. Czasem sobie narzucamy, że muszę w tym roku przeczytać 52 książki, zrobić to lub tamto. A gdy się zatrzymasz i zadasz sobie pytanie: po co? Okaże się, że nawet nie wiesz. Usłyszałem kiedyś taką historyjkę w pociągu od starszej pani. Opowiadała, że na targowisku przebiegała przez stragany pewna starsza kobieta z torbą na kółkach, ciągle coś przewracała i biegła dalej. Ta opowiadająca tę historię seniorka zadała jej pytanie: ,,a do czego pani się tak śpieszy? Do udaru czy zawału?”. Kobieta stanęła skonsternowana, zaskoczona, chwilę pomyślała i z rozbrajającą szczerością odpowiedziała: ,,a wie pani co? Nie wiem, gdzie ja tak się śpieszę”. Czasem biegniemy, ale nie wiemy gdzie i po co. A to się odbija na naszym zdrowiu.
- Jeśli czujesz się pewnie i odważnie, to tak będziesz się czuł, bo to widać z daleka
- Patrz z wyrozumiałością na ludzi i świat, uśmiechaj się . Ludzie może mówią, że jesteś radosny i uśmiechnięty, tylko że tego uśmiechu nie czujesz sam, zacznij więc świadomie to robić, zdawać sobie z tego sprawę.
- Każdy dzień to okazja do zaczęcia od nowa. Brzmi jak truizm ale to serio prawda.
- Dostrzegaj małe chwile w miejsce wielkich narracji. Dostrzegaj też pojedynczych ludzi tam, gdzie tłum i masa.
- Obserwuj otoczenie w poszukiwaniu zabawnych sytuacji, czasem wspominaj coś fajnego z przeszłości.
- Naucz się dziecięcości ale nie infantylności w swoim życiu. Jezus mówi, że mamy być jak dzieci. Dlaczego? Bo one są czyste, ufne, szczere, ale znają też swoją wartość (i jest to pozbawione pychy czy narcyzmu). Bądź jak dziecko, miej pragnienie bliskości Boga, dobrze o sobie myśl i znaj swoją godność, chciej zobaczyć Tatusia i osiągnąć Królestwo. Dziecko jest zależne od rodzica, dostrzeż może to, że nie wszystko możesz zrobić sam ale potrzebujesz też pomoc Boga. Zostawię więc tu dwa cytaty z książki ,,Dziś jest dzień Pański” Wilfrida Stinissena:
“Od dziecka możemy uczyć się prawdziwej beztroski. Dziecko, jeżeli żyje w środowisku pozwalającym mu być sobą, nie ma problemów. Dzieci nie troszczą się o jedzenie, pożywienie czy ubranie. Podobne są do ptaków i lilii, o których mówi Jezus. Wystarczy, że zawsze otrzymują to, czego im potrzeba. Niczego nie muszą gromadzić. Wszystko jest wykorzystane albo przekazane dalej. Zawsze wszystkiego wystarcza. Dziecko żyje we wspaniałej wolności. Dla niego najmniejszy dar może oznaczać największe szczęście, bo przyjmowany jest w chwili obecnej. Radości chwili nie przyćmiewa zamartwianie się trudną przeszłością ani przyszłością z jej zagrożeniami. Obecność dziecka w <<tu i teraz>> sprawia, że każda chwila jest darem, że każda najmniejsza radość jest przyjmowana.
Ta obecność w <<tu i teraz>> sprawia, że dziecko nie dzieli rzeczywistości na zabawę i sprawy poważne. Już sama zabawa jest dla niego najbardziej poważną sprawą. Dziecko nie postrzega błędów jako katastrofy, liczy na przebaczenie jako na coś tak oczywistego jak codzienny posiłek. Ta beztroska zanika w miarę jak dziecko wzrasta, aby stać się <<dorosłe>>. Życie staje się pełne <<problemów>>. Słowo <<problem>> jest współczesną odmianą trosk, o których Jezus mówi, że nie powinniśmy ich mieć. Nasze czasy są czasami problemów, i nie mogą być inne. Wszystko staje się problematyczne, jeżeli już nie wiadomo, czy istnieje Ojciec, który nad nami czuwa. Jednak jeżeli wrócimy do Ojca, wrócimy też do wspaniałej dziecięcej wolności.”
“Jezus pragnie, byśmy byli jak dzieci. Zasadniczą postawą dziecka jest jego wiara w miłość. Dla dziecka miłość ojca i matki jest czymś oczywistym. Ono wie, że jest kochane, liczy na to i na tym się opiera. Dziecko nigdy nie myśli o tym, że miałoby sobie zasłużyć na miłość rodziców. Dla niego miłość po prostu jest, dziecko nie wątpi, że jest kochane. Nie stawia sobie pytań odnośnie do miłości, ona jest dla niego czymś tak oczywistym, że nie potrzebuje jej dociekać. Właśnie dlatego, że zaufanie miłości jest u dziecka tak całkowite, to kiedy rodzice zawodzą, rana mu przez to zadana jest bardzo głęboka i prawie nie do zaleczenia. Sama rzeczywistość przestaje być wiarygodna.”
Podsumowanie
W tym poradniczku przedstawiłem ci kilka praktycznych porad, jak korzystać z mediów i nie zgłupieć, jak patrzeć na świat, ale też jak zajrzeć w siebie, trochę zmienić swoją mentalność, poznać się ze…sobą, zastanowić się nad sobą. Dzięki poznaniu siebie, swoich talentów, swojej tożsamości łatwiej ci będzie wiedzieć, kim jesteś naprawdę, a nie jaki obraz ciebie chcą wmówić ci media. Pozwoli to też w poznaniu tego, jakimi tematami masz się interesować (zgodnymi z tobą) a nie które są ci narzucone. Z tego tekstu dowiedziałeś się o kilku takich wyjściach. Mam nadzieję, że staną się pomocne. Powodzenia!
Photo by Noah Silliman on Unsplash
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




