
Brzmi to jak jakaś teoria spiskowa. Nie lubię teorii spiskowych (no dobra, może i są wyjątki, bo w sekretny odcinek ,,Stranger Things” trochę jednak wierzyłem). Ale czy istnieje jakiś spisek medialny, który ma na celu obrzydzić ci życie?
Nowy problem
Istnieją różne teorie oddziaływania mediów i różne sposoby ich funkcjonowania. To nie jest opowieść o tym, może z wyjątkiem dosyć ogólnego stwierdzenia (i oczywiście, jak to w przypadku ogólnych stwierdzeń: oczywistego): media potrafią wpływać na twój sposób myślenia i postrzegania świata. Czy więc z nich zrezygnować? Znam osoby, które mówią, że nie oglądają telewizji i nie posiadają telewizora, a jednak w rozmowie z nimi padają czasem takie teorie, które są jakby wyczytane z powieści science fiction, więc jeśli zrezygnujesz z takiego medium, to będziesz korzystać z innego. Można zrezygnować z mediów, ale chyba słuszniej nauczyć się z nich korzystać, być świadomym. Od lat trwa debata nad tzw. edukacją medialną w szkołach, coś się w tym temacie ruszyło i zobaczymy efekty (mam nadzieję) od września.
Czy więc istnieje jakaś chęć obrzydzenia ci życia? I niby kto by tego chciał? To zobacz na to.
W niedawnym tekście o naszym świętowaniu Bożego Narodzenia wspomniałem o różnych materiałach dziennikarskich, w których opowiadano, jakim to ciężarem i umęczeniem są Święta. Wspominałem tam o świetnej analizie Kanału Zero. Dodałem też sporo własnych obserwacji, w tym tekst ,,zmyślony” przez autorów a podany jako artykuł opisujący prawdziwe zjawisko. Było tam o starszej kobiecie, której dzieci pokłóciły się przy wigilijnym stole, zrobiły awanturę i wyszły, a kobieta się popłakała ale za chwilę ,,poszła po rozum do głowy” i wyzwoliła się z tego ciężaru, stała się (wreszcie!) wolna i już żadnych Wigilii u niej w domu nie będzie. Pisałem w swoim artykule, że czasem w reportażu zdarza się, że z kilku prawdziwych osób ,,tworzy” się jakiegoś bohatera zbiorowego, że czasem coś jest wyraziściej ujęte by pokazać sens zjawiska (co nie oznacza fałszu, kłamstwa, ale to też jest złożone zjawisko badane przez medioznawców i badaczy reportażu, nie jest to takie zero-jedynkowe i oczywiste, a ja tu jedynie chcę zaznaczyć pewien fakt).
Myślałem w swej naiwności, że no trafił się taki tekst w sieci i to jakiś incydentalny moment, może próba lub eksperyment, no na pewno nie podejrzewałem nikogo o cynizm. Niedawno byłem w tzw. ,,gościach”, wyświetlił mi się artykuł w stylu: ,,w dzień babci i dziadka zamknę drzwi bo zrobiono z nas opiekunów wnuków”. Kolejny znany model: cierpię, jestem wykorzystana przez dzieci, ale koniec z tym i wreszcie ,,poszłam po rozum do głowy”. I ok: nie chodzi mi tu o asertywność, wyznaczanie granic swojej wolności itd., bo jestem obrońcą tego, że należy być asertywnym. Kliknąłem ten artykuł i już czułem, że coś tu jest nie tak. Pojechałem na sam koniec tekstu, a tam dopisek: ,,Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe”. Ładnie brzmi ten cytat, prawda? Ale przetłumaczmy go na nasz język, tłumaczenie własne: ,,oto wymyślona i wyssana z palca historyjka, która mogłaby się wydarzyć ale się nie wydarzyła, nie ma tam prawdziwych zdarzeń, i jeszcze to podkreślimy aby ktoś nas nie pozwał: podobieństwo jest przypadkowe”. Do tego zdjęcie artykułu pokazuje umęczone starsze osoby, schorowane z podpisem, że zdjęcie jest ilustracyjne. Niektóre takie teksty mają jako autora ,,zespół dziennikarzy”, niektóre mają jednak czyjeś nazwisko. Czy taki tekst stawiałbym tuż obok reportażu i tego, co opisywałem wcześniej? Nie. Czy uważam, że takie wydarzenia opisane w tekście mogły się zdarzyć? Pewnie mogły. A czy opisane w tekście rzeczy są prawdziwe? Sam autor tekstu zaznacza na końcu, że nie. Czy jest to etyczne? Czy wpisuje się w niepisany ,,pakt”, który zawiera dziennikarz z czytelnikiem, a u podłoża którego jest pewne zaufanie? Czy czytelnik nie straci zaufania do dziennikarzy i mediów, czytając wyssane z palca teksty jako prawdziwe? To jest pasmo pytań, na które mam swoją odpowiedź, ale nie chcę ci sugerować, jaką. Na jedno pytanie jednak podam odpowiedź: czy zwykły użytkownik internetu, który nie jest medioznawcą a po prostu czyta różne teksty w sieci, czy on ma obowiązek znać różnice między gatunkami dziennikarskimi: informacyjnymi, publicystycznymi i tymi ,,pogranicza” (dlatego tu pisałem, że reportaż też ma swych badaczy i że to nie są takie zero-jedynkowe tematy)? Odpowiedź jest następująca: nie ma takiego obowiązku, choć dobrze by było mieć wiedzę z zakresu funkcjonowania i oddziaływania mediów (o czym pisałem).
A może to normalne?
No dobra, to podałem ci dwa przykłady takich tekstów: o Wigilii i o Dniu Babci i Dziadka. Oba mają wspólny mianownik: są o jakiejś ,,wolności”, przesiąknięte są emocjami i oczywiście oba wyssane z palca, co autor podaje na końcu.
Dwa wypadki przy pracy, można rzec. I teraz wracam do mojej obecności w tzw. ,,gościach”. Mówię do ,,gospodyni”: ,,ty wiesz, dziwny artykuł właśnie znalazłem. Podobny przeczytałem w Święta” i tu streściłem. Słyszę śmiech. Podesłałem też link przyjaciółce. I tu padł śmiech. Dlaczego? Bo usłyszałem mniej więcej to, że tego jest mnóstwo, że algorytmy to później wręcz podsuwają. Jedna z pań powiedziała, że ludzie takie rzeczy lubią czytać, bo to wciąga, choć pewnie to czat GPT generuje. I że czasem ciąg dalszy tekstu jest w linku a po kliknięciu nic tam nie ma (co rozumiem jako pewne redakcyjne niechlujstwo i tworzenie masowych tekstów bez kontroli). Dostałem nawet linki, gdzie tego jest więcej.
Chwytliwe i poruszające historyjki, cierpienie, wzbudzenie współczucia, zdjęcie ilustracyjne schorowanej starszej kobiety, niedocenionej i wykorzystywanej. Babcia jako opiekunka dzieci egoistycznej córki. Matka w Wigilię skrzywdzona przez dzieci, którym jako samotny rodzic chciała zapewnić byt, choć z cierpienia trochę chłodu okazała bo inaczej nie umiała. Szczerze? Mnie to szokuje (nie treść a pewien ,,format”), tym bardziej, że to nadal media i nadal dziennikarstwo, a tu nawet autora nie ma tylko podpis “dziennikarze” plus te zdjęcia umęczonych ludzi z podpisem, że to fotografia przykładowa. Poza tym padło to z ust jednej z moich rozmówczyń, ale też sam miałem takie podejrzenie, że to historyjki generowane przez sztuczną inteligencję (czyli tak naprawdę oparte 1 do 1 na już czyjejś pracy obecnej w mediach).
W sumie troszkę boję się teraz o algorytmy, bo nie chciałbym ciągle czegoś takiego czytać (można jednak w ustawieniach aplikacji zaznaczyć, jakich treści by się chciało unikać).
Nowy gatunek?
Na sam koniec jeszcze chcę coś dodać ogólnego. Gatunków, pewnych kreacji medialnych, różnych hybryd gatunkowych jest wiele, trochę jak w kulturze i popkulturze, bo możemy mieć kryminał społeczny, zwykły kryminał a’la Agatha Christie, retrokryminał, a jeśli znacie thrillery to jeśli interesujecie się literaturą to pewnie wiecie, że ostatnia powieść naszej polskiej noblistki – Olgi Tokarczuk zatytułowana ,,Empuzjon” była reklamowana jako thriller ekologiczny, choć nawiązywała do ,,Czarodziejskiej Góry” (gatunkowo jeszcze przecież innej pozycji). Mamy więc tzw. ,,docu drama” czyli fabularyzowane filmy dokumentalne (mam wrażenie, że tego obecnie jest sporo, są bardzo popularne) czyli pewna informacja ubrana w ramy fabuły, ale mamy też przeciwne zjawisko, czyli fikcję ubraną w ramy informacji lub jakiegoś filmu dokumentalnego i tu przychodzą paradokumenty w stylu ,,Ukrytej prawdy”, ,,Trudnych spraw” itd. Śmieszna rzecz, bo pamiętam gdy ten format wchodził do polskiej telewizji i ludzie (szczególnie starsi) oglądając ,,Dlaczego ja?” lub właśnie wspomniane ,,Trudne sprawy” myśleli, że to są filmy dokumentalne nagrane ukrytą kamerą (tak to było stylizowane zresztą, dodatkowo zamiast profesjonalnych aktorów to naturszczycy lub osoby z wszelkich agencji aktorskich, do tego dialogi imitujące naturalną spontaniczną mowę).
W przypadku paradokumentów wiemy, że to fikcja filmowa. W przypadku różnych wariacji dokumentalnych też wiemy, z czym mamy do czynienia. Zjawisko artykułów dziennikarskich totalnie zmyślonych jakoś zaciera te granice, bo jeśli ktoś wchodzi na portal informacyjny i otrzymuje kreację (jedna z tych stron, by nie robić reklamy, ma w nazwie słowa ,,prawdziwe” i ,,historie”, choć wiele pewnie ma dedykowane strony oddzielne od głównej informacyjnej podstrony). Ktoś może powiedzieć, że przecież były te historyjki z ,,Chwili dla Ciebie”, które jako pewien viral miały ,,zrywać boki” (tylko czy ktoś w ogóle wierzył, że to prawda?), są przecież te wszystkie wymyślane horoskopy, być może i listy redakcyjne nie zawsze są prawdziwe (choć może prawdziwe są, bo takiego podpisu nie wiedziałem, by ktoś wymyślał cynicznie tego typu treści, a i kiedyś ludzie lubili pisać listy do gazet, więc było w czym wybierać).
Czy to spisek?
I na sam koniec wracam do pytania z początku: czy jest jakiś spisek mający na celu obrzydzenie ci życia? Do niedawna powiedziałbym, że nie. Teraz jednak myślę, że tak. To jakiś proces obrzydzenia ludziom życia. Myślałem, że to jakaś teoria spiskowa, bo niby kto i w jakim celu miałby coś takiego robić? I jaką ma z tego korzyść? Nie wierzę w jakieś globalne spiski i pakty. Ale tu coś na rzeczy jest, choć nie wiem jaki jest tu cel. Karmić swojego wzorcowego “klienta” i swoją grupę docelową takimi treściami, jakie chce czytać (nawet kreując całkiem fikcyjną rzeczywistość, bo że kreuje się ją faktami to raczej wiadomo)? Klikalność i pójście na skróty, bo zamiast szukać prawdziwych przykładów pod swoją tezę to można wymyślić historię (choć jeśli dziennikarz zamiast pokazywania rzeczywistości taką jaka ona jest, nawet jeśli tylko próbuje tak czynić, szuka treści ,,pod tezę” to wiedz, że od manipulacji nie leży to daleko).
Masz na to wpływ nie tylko unikając tego typu treści, ale też nie klikając w nie. Masz realny wpływ na to, że tego typu treści nie będą się pojawiać, ale też masz wpływ na swój sposób myślenia, bo nie karmisz się takimi śmieciami intelektualnymi (i cynicznymi, nazwijmy to wprost).
Photo by Kyle Loftus on Unsplash
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




