Jak odkryć swoje powołanie i życiowy cel? Praktyczne pytania i ćwiczenia

Młody chłopak stoi na dworcu z plecakiem, patrzy na przejeżdżający pociąg

Co robisz by żyć swoim powołaniem? Brzmi dosyć poważnie. To może inaczej: czy robisz w życiu to, co kochasz? Jeśli nie to może dlatego, że jeszcze nie wiesz, co mógłbyś robić by być szczęśliwym (albo, co gorsza, nie wiesz, że można robić w życiu rzeczy sprawiające radość). Spróbuję pomóc ci w zadaniu sobie kilku pytań i znalezieniu tego, co możesz robić w życiu by znaleźć misję, cel i powołanie (i by nie stracić tego z oczu).

Czasem zadajemy sobie pytanie o to, co byśmy chcieli, co byśmy mogli, albo co powinniśmy robić w życiu. Niepostawienie sobie takiego pytania może nas zatrzymać w miejscu na lata, ale potrafi też uniemożliwić nam wykorzystanie własnego potencjału. A gdy człowiek nie wie, co robić lub idzie trochę na oślep, to nie będzie szczęśliwy. W tym wpisie chciałbym pokazać ci kilka podejść do tematu, tekst bardzo praktyczny, bo jest w nim najwięcej konkretu ile udało mi się napisać. Oczywiście wiele tematów wypadałoby rozwinąć bardziej i czasem udawało się to w portalu, czasem w innych o tym pisałem, ale tutaj chcę zostawić jak najwięcej treści praktycznych.

Zapytaj siebie. Życiowy cel i sens życia

Na początek kilka pytań: Co robisz, by żyć swoim powołaniem? Czy znasz to powołanie? Co już zrobiłeś, by je pielęgnować, co teraz robisz, a co jest do zrobienia? Jeśli nie znasz swojej ,,misji” życiowej” to dlaczego? Co zrobić by ten cel wypełniać, co by swoją misję poznać?

Jako ludzie przede wszystkim mamy powołanie do świętości, do miłowania, do czynienia świata lepszym, do żywej relacji z Bogiem i trwania przy Nim i z Nim, objawia się to przez zbawienie duszy, prawdziwą relację z Chrystusem. Ale ważne są też nasze ziemskie – świeckie – powołania i zajęcia. Jeśli nie znasz tej swojej drogi to proś Boga o światło. Ale możesz też łasce dopomóc i wykonać test predyspozycji, ale i sięgnąć po model GROW lub metodę SMART (bez problemu w sieci znajdziesz mnóstwo omówień obu bo to takie podstawy). A nic nie stoi na przeszkodzie (a nawet może i warto to połączyć) by i szukać odpowiedzi na te pytania w modlitwie, i też próbować samemu szukać rozwiązań (a przecież nie jesteśmy tacy samowystarczalni i w tym szukaniu ,,na własną rękę” Duch Święty może nam podpowiedzieć myśli, książki, osoby, które nam temat rozjaśnią. Łaska i praca własna potrafią się uzupełniać. Wymieniłem te ,,powołania” w rozumieniu wiary, ale jak wspomniałem, chcę napisać o czymś mocno przyziemnym (co takie jest tylko z pozoru, bo sacrum i profanum potrafią się tu również przenikać, w końcu jesteśmy holistyczni i zarówno ciało, jak i dusza oraz psychika mają w nas swoje role).


Może nadal szukasz swojej drogi, a może masz od lat jakąś swoją ścieżkę ale nie zauważyłeś, że w międzyczasie otworzyły się nowe obszary? Jesteśmy zmienni, może czasem potrzeba nam zrobić ,,powrót” o którym kiedyś pisałem, i może co prawda nie porzucać czegoś (choć może istnieje w twoim życiu sytuacja, że tak się życie toczy, że pora na zmiany większe lub małe?) ale znaleźć tę drugą przestrzeń pasji, misji, kolejnej drogi lub obszaru samorozwoju lub realizacji? Dlaczego to tak ważne? W książce ,,Wrzuć na luz” czytamy, że:

“Cel nas motywuje. Daje nam determinację i zachęca do działania. Wpływa na nasze zachowanie i pomaga w trudnych decyzjach. Wspiera regulację emocji, pozwalając skupić się na rzeczach istotnych. Cel nie tylko nadaje naszemu życiu sens, lecz także odgrywa kluczową rolę dla poczucia spełnienia lub zadowolenia. Cel daje nam optymizm. Dostrzegamy, że życie ma nam wiele do zaoferowania, i pragniemy wykorzystać szanse, by się nim cieszyć. Wiemy, co mamy robić, lub przynajmniej jesteśmy pewni, że uda nam się to wymyślić. Natomiast kiedy nie wiemy, co jest naszym celem, czujemy nudę, pustkę oraz lęk. Możemy nawet mieć poczucie beznadziei, co przekłada się na fałszywą, szkodliwą narrację wewnętrzną, zgodnie z którą brakuje nam sprawczości. Ta nieświadomość własnego celu nasila skłonność, by trzymać się przeszłości, Przyszłość wydaje się losowa i bezcelowa, a tym samym przeszłość wydaje nam się tak ważna. Dlatego właśnie określenie tego, co daje nam cel, stanowi istotny element odpuszczania. Kiedy już stwierdzimy, że przygnębiające wspomnienie, smutne zdarzenie lub pożałowania godna decyzja nie ma związku z czymś, co nadaje sens naszemu życiu, wydaje się to w mniejszym stopniu na nas wpływać. Zaś ta zmiana perspektywy zdecydowanie ułatwia proces odpuszczania. Jak więc określić, co nadaje naszemu życiu sens? Jak łatwo sobie wyobrazić, kluczową rolę odgrywa tu introspekcja. Musimy zadawać sobie pytania, które pomogą nam określić, co uznajemy za naprawdę istotne. Te pytania stopniowo wyjaśnią, które aspekty życia cenimy. Ich tematy mogą się wahać, od więzi społecznych i sukcesu zawodowego po rozwój osobisty i duchowość (…) Jedna krótka uwaga: dziś poczucie sensu daje nam jedno, a jutro może to być coś całkowicie innego. Nic w tym dziwnego. Tak naprawdę tego właśnie należy się spodziewać. Ewoluujemy. Czasami zmiany wynikają z nowych okoliczności i aspiracji (…)” (wyd. Bellona, Warszawa 2024, str. 88-91).

Cel w życiu, jak widzisz, jest bardzo ważny, Autor każe zadać nam sobie jeszcze 7 pytań: Co mnie uszczęśliwia? Co mnie porusza? W czym jestem dobry? Jakie są moje największe obawy? Jak spędziłbym resztę życia, wiedząc, że zostało mi tylko pięć lat? Kim chciałbym być za 10 lat? Co oznacza dla mnie udane życie z perspektywy zbliżającej się śmierci?

Każde z tych pytań oczywiście autor rozwija (zachęcam do zajrzenia do książki D.Zahariadesa ,,Wrzuć na luz. Sztuka odpuszczania”.

Kawa ze sobą czyli jak znaleźć swoją drogę w życiu

Gdybym to ja miał pomóc ci rozbudzić w sobie tę wiedzę o tym, co robić, zaproponowałbym ci takie ,,spotkanie”, które możesz odbyć już dziś w zaciszu domowym poświęcając na to godzinkę.

Jeśli nadal szukasz swojej ,,misji”, spisz po prostu na kartce swoje umiejętności i talenty, to co ci przynosi radość i spełnienie, co wg siebie po prostu umiesz. Dodaj do tego ten obraz innych ludzi (jak cię po prostu widzą), dodaj swoje aktywności, te działania z ,,teraz” ale i przeszłości, swoje doświadczenia i różne (nawet chwilowe) czynności z wolnego czasu ale i zawodowe, próbuj znaleźć wszędzie te ,,złote środki”, popatrz na to, co ,,czujesz”, że wychodziło ci w życiu, przy czym szybciej bije serce, co sprawia ci radość na samą myśl o tym. Teraz pobudź fantazję: zapisz przykładowe zajęcia/zawody/profesje (mogą być realne do spełnienia, a mogą totalnie abstrakcyjne – papież w tym wypadku naprawdę ,,wszystko przyjmie”), sprawdź co jakby ,,czujesz”, gdzie pojawia się uśmiech, co sprawia radość lub zapiera dech. Gdzie siebie widzisz, co chciałbyś robić, gdzie może widzieliby cię inni. Zobacz, czy są tu jakieś punkty wspólne, czy już jakiś obrazek powstaje z tego, czy może istnieje jakiś zawód, który te cechy łączy (a może trzeba taki stworzyć, by pewną niszę wypełnić, wspomnę o tym w kolejnej metodzie, którą opisuję później). Kiedyś na konferencji TEDx usłyszałem taki termin ,,randka ze sobą”, chodzi o to by zrobić sobie kawę lub herbatkę, usiąść i pomyśleć na spokojnie. Zrób sobie takie spotkanie ze sobą by o tym wszystkim na spokojnie pomyśleć. Mam też takie swoje autorskie ćwiczenie (oczywiście nie jest ono jakieś złożone i na bank gdzieś ktoś już je wymyślił przede mną): ułóż swój biogram taki jak np. do encyklopedii lub na skrzydełko książki, zapisz imię i nazwisko i po myślniku jakieś swoje zawody, talenty itd. (fantazjuj, dodaj swoje plany ale i abstrakcję; to nie jest magiczna wizualizacja ale sprawdzenie, czy może serce do czegoś już na tym etapie nie bije szybciej, bo to już może być podpowiedzią). Nie bój się kreślić, usuwać, coś dopisywać, bo są może rzeczy, których nie czujesz lub nie chcesz robić w życiu, ale tak po prostu z tego pisania wyszło. I dobrze! Niech takie rzeczy też tu będą. Nie marz, nie zamazuj, a tylko wykreślaj. Fajnie też zrobić to ćwiczenie analogowo czyli na kartce a nie w komputerze lub na smartfonie, żeby właśnie były widoczne te różne wersje notatek. Dlaczego? Bo po tej pracy odłóż to na kilka dni, daj temu odleżeć. W międzyczasie możesz oczywiście tam zaglądać, coś dopisywać, usuwać itd. Niech to po prostu pracuje w twojej głowie i odleży (bardzo często przed snem mamy natłok myśli lub najlepsze pomysły. Dlaczego? Bo dajesz umysłowi wolne, nie skupiasz się na problemie, mózg na spokojnie myśli i przetwarza i potrafi w niespodziewanym momencie podsunąć pomysł). Wyznacz sobie datę sięgnięcia po kartkę. Masz przed sobą dopiero ćwiczenie na to, by poznać siebie. To niby nic, ale wbrew pozorom to już bardzo dużo. A w kolejnym kroku już jest oczywiście wykonanie.

Słodycz odpowiedzi – sweet spot a powołanie

Pomocna może w tym być też metoda tzw. ,,sweet spot”, która nawiązuje do gry w tenisa. Spotkałem się z różnymi jej interpretacjami. Pewnie ze szkoły pamiętasz z lekcji matematyki ,,zbiory” liczb, sytuację gdy dana liczba należy do jednego zbioru lub do kilku, zbiory mogą się przecinać. Metoda ,,sweet spot” pokazana graficznie to będą trzy okręgi, które spotykają się w jednym miejscu: w środku. I to jest taki ,,złoty środek”. Trzy odrębne, trzy różne rzeczy, które funkcjonują odrębnie ale które mogą mieć taką wspólną płaszczyznę. Spotkałem się tu z różnymi ,,zbiorami” bo np.: pasje, talenty, wyznawane wartości i próba znalezienia tu takiego pomysłu, który wszystkie te rzeczy w sobie pogodzi (w owym ,,złotym środku”). Albo też: moje mocne strony, moja codzienność i Boża chwała (i próba znalezienia tego środka), albo też te czynności i umiejętności, które wykonuję względem siebie, względem drugiego człowieka i względem świata (dla jakiegoś większego dobra) i próba również znalezienia ,,środka”. Albo też: co kochasz, w czym jesteś dobry, jakie możliwości daje świat i codzienność/jak możesz to wykorzystać w codzienności/jakie są opcje zrobienia tego (może jaką pracę możesz podjąć, co jest możliwe) i również próba pogodzenia tego w ,,środku”).

Wyobraź sobie takie trzy okręgi (jak przy mieszaniu barw: kleks żółtego, kleks niebieskiego, kleks białego – po środku powstaje jasny zielony), leżą osobno ale łączą się po środku wspólnym dla wszystkich trzech polem i tu właśnie jest twój ,,złoty środek”. Przeanalizuj swoje cechy, zachowania, historię życia, podstaw pod każdy z tych wymienionych modeli odpowiednie wydarzenia lub epitety dotyczące ciebie. Spróbuj znaleźć te ,,środki”, dajmy na to: kochasz malować i lubisz sztukę (pasja, zainteresowania), nie umiesz mistrzowsko malować (czyli znasz swoje siły i możliwości) ale od zawsze pociągałeś tłumy i kochasz wręcz występować przed ludźmi, angażować się w rozmowy, no jesteś duszą towarzystwa i jednocześnie masz charyzmę, którą ludzie kochają (czyli twoje umiejętności znasz), okazuje się że istnieje pewna nisza na rynku (i potrzeba) organizowania warsztatów uwrażliwiających dorosłych i dzieci na sztukę, pokazywania pewnych ciekawostek i opowiadania o tym ciekawie ale i przydatnie (potrzeba świata, pewna luka, środowisko życia codziennego). I już jest pomysł warsztatów (stacjonarnych lub objazdowych), lekcji muzealnych lub videobloga. W życiu duchowym? Również można ten cel znaleźć. I oczywiste, że mówię tu o świeckich lub takich doczesnych pomysłach na życie, bo wiadome jest, że naszym celem i pomysłem na życie z punktu widzenia wiary powinno być zbawienie, zjednoczenie z Bogiem, modlitwa i relacja z Bogiem, sakramenty i rozwój duchowy, walka z grzechem i nawracanie się każdego dnia. Ale bardzo często mamy kryzys tożsamości lub tego codziennego spełniania siebie, tego pomysłu na życie, a skoro jesteśmy całością: ciałem, psychiką, duchem, to brak wiedzy o tym, kim jestem i co powinienem robić w życiu (nawet tym świeckim) też będzie rzutowało na inne sfery naszego życia: na wiarę, na psychikę, na ciało.

Czasem udaje się te świeckie pasje przekuć na i uwielbienie Boga, i na profesję. np. wydawca religijnych książek, poświęca czas i też chciałby utrzymać się z tego życiowo. Czy robi to dla chwały Bożej czy pieniędzy? To bardzo często mocno indywidualne odpowiedzi. Trzeba dojść do momentu, gdy robisz coś na chwałę Bożą. A Bóg zadba o ciebie, może nie musisz mieć milionów, ale może masz po prostu żyć nie martwiąc się o jutro. Celem jest wielbić, chwalić, głosić, uwielbiać. Jak św. Paweł pisał, wszystko czynić możemy (i powinniśmy) na chwałę Bożą, a ja dodam, że nawet obierając ziemniaki możemy czynić to Bogu na chwałę i tym Go chwalić nawet w codziennych czynnościach (mistrzem takiego zawierzania doczesności, a nawet znoszenia trudów i niedogodności Bogu na cześć był oczywiście św. Franciszek z Asyżu).

Głęboko w sobie – odkrywanie misji życiowej

Bardzo często gdzieś głęboko w nas jest ten pomysł na siebie, ale go nie zauważamy, albo o nim zapomnieliśmy. Dobrze więc pomyśleć o sobie, swoich cechach, o swojej przeszłości, tym co dawało nam siłę i nas rozwijało, co dodawało satysfakcji i dumy z siebie, co też ludzie zauważyli lub co by o nas mogli powiedzieć (warto spytać!), dobrze sobie zrobić tabelkę z mocnymi i słabymi stronami. Pomocna jest też metoda SMART w obieraniu celów. Pomocna jest metoda GROW w obraniu celu, przeanalizowaniu siebie, ale i wspomniany model ,,sweet spot”, pytania zaproponowane przez cytowanego przeze mnie Damona Zahariadesa w jego książce ,,Wrzuć na luz” albo te moje opisane metody ze stworzeniem własnego biogramu lub taką ,,randką ze sobą” z poznawanie na niej kogoś fascynującego kogo warto (i trzeba) poznać… Ciebie!

Photo by Jp Valery on Unsplash

Website |  + posts

Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze