
Antygona spotyka plażowe parawany na festiwalu kiczu, fantastyka miesza się z klasycznym kryminałem z zegarem w tle, a i tak nie możemy uniknąć prawdziwych wydarzeń. Nowy cykl: ,,Selekcja (pop)kulturalna”, czyli subiektywny przegląd wydarzeń nie najważniejszych i niekoniecznie na poważnie, za to ze świata filmu, muzyki i literatury.
- Świat się rozpadł
- Czasem zegar się późni, czasem śpieszy
- Ołowiane dzieci
- Trochę fikcji
- Parawanowe tango i Eurowizja
- Pojedynek
- Nocy będzie mało?
Świat się rozpadł – świat wartości, świat jednostki. Brzmi jak powrót do szkoły podstawowej na jedną z lekcji literatury. I ten rzut nie jest wcale chybiony. Jednym z najważniejszych dzieł naszej kultury jest ,,Antygona” Sofoklesa, a więc klasyczna tragedia z dylematem moralnym oraz tym na granicy sacrum i profanum. Pewnych, że tak powiem: świętości, się nie rusza. Ale gdy czyni to Bisz czyli Jarosław Jaruszewski, można być chyba spokojnym o efekt. Bisz to jeden z najgenialniejszych polskich raperów i przy okazji tekściarzy. Potrafił pokazać swój pazur starego wyjadacza rapowej sceny, a jednocześnie nie ucieka od wizerunku inteligentnego i erudycyjnego artysty, który potrafi sprawnie operować słowem i tworzyć wielowarstwowe konstrukcje liryczne i głębokie nieoczywiste metafory. Bisz to przykład tego, że rapowe flow i poezja w tekstach potrafią iść w parze (najlepszym przykładem jest ,,Blady król”, o którym pisałem ale i krążek ,,Duch oporu” nagrany z Radexem). Tym razem bydgoski raper sięga po Sofoklesa i tworzy musical, przenosząc akcję antycznej tragedii do nowego świata. Jakiego? Czytamy na stronie Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie: ,,Świat tuż po bratobójczej wojnie. Świat w którym wszyscy silni i zdrowi zginęli. Zostali starzy i niesprawni oraz bardzo młodzi. To oni muszą odbudować świat – ci, którzy już nie mają sił na pracę i na zmianę oraz ci, którzy jeszcze świata zmieniać nie potrafią. Zewnętrzna wojna się skończyła, ale cały czas trwa w głowach – trzeba wojować dalej, mścić się, kreować wroga”. Spektaklowi towarzyszy poruszający teledysk w reżyserii Jakuba Roszkowskiego.
Czasem zegar się późni, czasem śpieszy. Z klasyczną literaturą lubi flirtować Netflix. W ostatnich dniach premierę miało ,,Siedem Zegarów Agathy Christie”. Pisarka, która jest zwana Królową Kryminału (a ja bym jednak dodał, że to ,,królowa matka” tego gatunku) jest już autorką tzw. Klasyki literatury, stąd to moje odniesienie na początku. Czy jest to dzieło wybitne? Jest napewno klimatyczne. Trzyodcinkowy miniserial trwa około 3 godzin. Nie mamy tu Panny Marple lub Poirot, ale mamy pewien subtelny cliffhanger czy, jak ktoś woli: furtkę do kolejnych sezonów. Netfllix stawia na kryminały i thrillery, chce też mieć swoją serię. Co prawda jest ,,Enola Holmes”, czy też ,,Lupin”, którego kolejny sezon zapowiedziano na jesień. Prime Video za chwilę będzie miało swojego Sherlocka Holmesa, swojego ma BBC, dlaczego Netflix miałby nie spróbować? Szczególnie że na tzw. ,,rynku” powstają kolejne części śledztw prowadzonych przez Poirot.Tylko że odbiór serialu nie był najlepszy: a bo że są dłużyzny, a bo że klimat itd. Adaptacji dzieł Christie było naprawdę mnóstwo bo przecież mieliśmy seriale, a i pisarka stworzyła dziesiątki książek. Materiału jest sporo. Netflixowa wersja na tym tle nie wybija się, nie jest wybitna, ale i najbliżej jej do klimatu – powolnego, niespiesznego, z finałem dla jednych nieprzewidywalnym, dla wyjadaczy gatunku: gdzieś po drodze odgadniętym. Taka jest Christie: sporo w tych książkach rozmów, klimatu XX wieku, niespiesznej akcji, detalu, powolnego popychania akcji do przodu. Taki jest ten serial. I chyba takim go Netflix chciał uczynić: klasycznym. Czy będzie drugi sezon? Finał serialu zostawia pewną furtkę, choć zapowiedzi póki co nie mamy żadnych. Ja tam osobiście kibicuję, bo lubię Christie. Choć jesteśmy już tak przebodźcowani, że nie dziwi mnie to narzekanie na powolną fabułę.
Ołowiane dzieci. Wielkimi krokami zbliża się serial ,,Ołowiane dzieci” opowiadający o Jolancie Wadowskiej-Król. Przyznam się szczerze, że sam tytuł raczej mi się skojarzył z jakimś kolejnym thrillerem, ale gdy przeczytałem więcej, przypomniało mi się, że czytałem o tym reportaż. I czekam przeogromnie. Mamy tu historię heroizmu młodej lekarki, która zauważa objawy niepokojącej choroby, mamy walkę z komunistycznym systemem i mamy wreszcie takie wartości jak odwaga, etyka, prawda, poświęcenie. Jest to też świetna okazja by pochwalić światowe platformy streamingowe za to, że chcą opowiadać nasze polskie historie, tworzą to na światowym poziomie, a my naprawdę nie mamy czego się wstydzić, tylko że miejmy po prostu dobry materiał źródłowy czy też scenariusz lub dobrą historię do opowiedzenia. Premiera serialu 11 lutego. Do tego czasu polecam lekturę dwóch reportaży o Śląsku, które recenzowałem: ,,Kajś” Z. Rokity oraz ,,Balladę o śpiącym lwie” A. Listoś-Kostrzewy.
Trochę fikcji. Krótka wzmianka do odnotowania. Na rynku pojawił się kolejny tom monumentalnej ,,Historii Śródziemia” J.R.R. Tolkiena i Christophera Tolkiena. pt. ,,Zdrada Isengardu”. To już siódmy tom cyklu i jednocześnie drugi, który dotyczy ,,Władcy Pierścieni”. Z czym to się je? Jak wiadomo, za życia Tolkiena premierę miał ,,Hobbit” oraz wspomniany ,,Władca”. Pisarz przez wiele lat (w zasadzie do końca życia) tworzył swoją mitologię, której fragmentem są wspomniane dwie książki. Bardzo chciał ją wydać, co śledzimy w wydanej po jego śmierci korespondencji zredagowanej przez H.Carpentera. Po śmierci Tolkiena jego syn podjął się opracowania obfitej schedy po ojcu i tak powstał ,,Silmarillion” zawierający m.in. tzw. wielkie opowieści Śródziemia jak np. ta o Hurinie. Zapisków zostało mnóstwo i tym sposobem powstała też monumentalna ,,Historia Śródziemia”. Dlaczego o niej wspominam jak o wielkim wydarzeniu? Bo każdy kolejny tom to ogromna praca polskiego fandomu ale i ryzykowny projekt wydawnictwa Zysk i S-ka. Nawet dla fanów jest to dosyć hermetyczna książka. W Polsce zostały kiedyś wydane pierwsze dwa tomy i na kilka dekad nic nie zapowiadało, aby cykl został wznowiony. Gdy kilka lat temu polski wydawca zapowiedział, że opublikuje wszystkie tomy cyklu, wydawało się to marzeniem ale i wydało się niemożliwe (recenzję pierwszego tomu znajdziesz tu). Siódmy tom daje nadzieję, że ten projekt jednak dojdzie do końca. Trochę to już trwa i jeszcze potrwa, ale pośpiech jest tu niewskazany, jak powiedzieliby rodowici hobbici.
Parawanowe tango i Eurowizja. To będzie katastrofa. Tak bym powiedział, ale przecież waga tego czynu nie jest aż tak ważna, a materia – aż tak poważna. W tym roku ci, którzy jeszcze przeżywają całymi sobą Eurowizję, mają powód do zmartwień. Tegoroczna Eurowizja to już jest katastrofa. Brakuje tu wyrazistej piosenki. To, co nam pokazano, nie jest eurowizyjne. Na festiwal, którego twarzą jest kicz i tandeta, wydaje się, że przygotować utwór to żaden problem. A jednak. Może problem jest taki, że tu nie potrzeba aż takiej powagi i takiego nadymania się? A Polacy tradycyjnie podeszli aż nazbyt poważnie, trochę jak do bitwy o honor, jak do wojny o obronę granic, podczas gdy inne kraje tym festiwalem kiczu chcą się bawić. Ponoć widząc naszych kaandydatów, wprowadzono tzw. ,,dzikie karty”, co jest w ogóle kpiną publicznego nadawcy na zasadzie: wybierzcie sobie faworytów ale nie ufamy wam i jak coś to zainterweniujemy. Mając taką katastrofę (nie chodzi o piosenkarzy, bo S. Kukulski ma ciekawy utwór, piosenka kabaretowa o parawanach znajdzie też fanów, folkowy i lekko słowiański utwór również się spodoba, ale nie jest to materiał na taki festiwal) warto byłoby wycofać się i choćby udawać, że to może z przyzwoitości zostało wykonane. A tak po raz kolejny pokażemy Europie, że to jest “miś na miarę naszych możliwości”. Najgorzej, jeśli będziemy chcieli “otwierać oczy niedowiarkom” owym misiem. Kto na tym skorzysta? Telewizja. Ot i dlatego jeszcze kolejny raz ten pociąg przejedzie po eurowizyjnych torach, choć w wagonach nikogo nie będzie i w sumie to nawet nadaremno wyjedzie w tę podróż. My chyba kochamy skazane na porażkę czynności.
Pojedynek. Ponownie filmowo. Mrozu, który już dawno zerwał z wizerunkiem chłopaka w ciemnych okularach śpiewającego o ,,świeceniu jak miliony monet” nie zatrzymuje się i pokazuje, że obrana przez niego droga jednak prowadzi do celu. W minionym tygodniu zaprezentowany został utwór ,,Anioły (Pojedynek)”, który śpiewa właśnie Mrozu w duecie z Julią Pietruchą, utwór promuje film ,,Pojedynek”, który do kin wchodzi już w lutym. Otrzymujemy nazwisko reżysera Łukasza Palkowskiego i zagraniczną gwiazdę A. Gillena. Czy to pomoże polskiemu filmowi ,,przebić się”? Jest obietnica thrillera, prawdziwa historia. Ale i fabuła, bo na stronie dystrybutora czytamy: ,,Jest rok 1939. Świat pogrąża się w chaosie. Tysiące wybitnych Polaków trafiają do rosyjskiej niewoli, gdzie poddawani są indoktrynacji będącej częścią wielkiego planu. Ambitny agent wroga stawia sobie za punkt honoru złamanie oporu jednego z nich. To młody pianista światowej sławy, cieszący się szacunkiem współosadzonych. Jego kapitulacja może skutkować przejściem wielu innych na stronę przeciwnika. Rozpoczyna się podstępna gra, pełna manipulacji, gróźb i obietnic”. Marzy się, by to był idealny mix kina gatunkowego, mocnej fabuły (błagam o dobry scenariusz) i do tego żeby to było jakościowe, autorskie – nawet ponad efekty specjalne czy też pokusę wykorzystania sztucznej inteligencji. Gdyby się udało, byłaby szansa i może na przyszłoroczne Oscary?
Nocy będzie mało? Ponownie świat filmu i streamingu. Jak grom z jasnego nieba na Polskę i Polaków padła wieść, że mają powstać nowe ,,Noce i Dnie”. Polacy dzielą się na tych, co kochają słynną przemowę sądową ze ,,Znachora”, że oto ,,Proszę Państwa, Wysoki Sądzie, to jest profesor Rafał Wilczur”, i na tych, co nucą sobie pod nosem motyw z ,,Nocy i Dni” i przed oczyma mają Karola Strasburgera zrywającego w wodzie nenufary. Przyznać trzeba, dwie mocne i ikoniczne sceny. Czy więc, podobnie jak Znachorów, tak i ,,Nocy i Dni” mamy za mało? Istnieje też chyba pewien deficyt Lalek bo i ,,Lalkę” razy dwa dostaniemy wkrótce. Są głosy że ,,Nocy i Dni” nie zastąpi nikt. I to prawda. To są klasyki nie do ruszenia. Nie potrafię sobie wyobrazić nowej wersji dzieła Bolesława Prusa (i nawet powracający z emerytury aktorskiej Marek Kondrat nie sprawi, że Rzecki przestanie mi się kojarzyć z Bronisławem Pawlikiem, który jest kolejną ikoną i jedynym słusznym Rzeckim. Nie potrafię sobie wyobrazić nowego ,,Potopu” i nowej ,,Trędowatej”. Pewne szlaki już zostały przetarte, a Polacy musieli ujrzeć nowego ,,Znachora”. Nowych ,,Nocy i Dni” boję się a i jestem ich ciekawy. Dlaczego? Bo to wszystko, co wymieniłem, nasze polskie filmy i dobra narodowe, a to też wspaniałe opowieści, które musi poznać świat (przecież tak było z ,,Quo Vadis”, które sfilmowane przez Hollywood było sukcesem dekady temu). Netflix może dać drugie życie powieści Marii Dąbrowskiej, albo tę książkę dobrze sprzeda i sprawi, że będziemy mieć kolejne dobro narodowe za granicą, albo totalnie to spartaczy. Na pewno Polacy, przywiązani do swoich świętości filmowych (i słusznie moim zdaniem, mam tak samo) będą i tak narzekać, ale jest to ogromna szansa dla polskiej literatury. Chodzi o to, by poznano nasze wielkie polskie powieści. I to super. Byle nie nie namieszać w fabule. ,,Akademia Pana Kleksa” od Netflixa to była przeogromna porażka porażki, to tragedia fabularna, wykonawcza (i te ciągłe żarciki, hehe, o “kupie”). Nadchodzi Narnia i jeśli będzie zgodne z pierwowzorem literackim to może być sukcesem, a im większe odejście od oryginału, tym może być gorzej. Rok 2026 przyniesie nam i Narnię, i ,,Lalkę”, a więc zobaczymy, czy będzie o co się oburzać.
Photo by Martino Pietropoli on Unsplash
Cykl ,,Selekcja (pop)kulturalna” jest cotygodniowym przeglądem mocno subiektywnych wydarzeń ze świata muzyki, filmu, literatury. Niekoniecznie wydarzeń najważniejszych i niekoniecznie poważnych.
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




