
Słuchasz piosenek od prawdziwych muzyków, czy tych wygenerowanych sztucznie? Które podobają ci się bardziej? Pewnie powiesz, że te ,,prawdziwe”. Na pewno? Nawet jeden utwór AI nie wydał ci się nawet ,,w sumie fajny”? Pozwólmy sobie na chwilę szczerości.
- Jak do tego doszło? Yyy…nie wiem?
- Bańki, feedy i ej-a-je
- Kanibalizm kulturowy, czy wczasy w bańce?
- Proteza intelektualna
- Wymazywanie życia i malowanie życia
Jak do tego doszło? Yyy…nie wiem?
Była potrzeba, była i reakcja. Finalnie napisałem dla kogoś tekst piosenki. Kilka razy w życiu mi się to już zdarzało. Piszący dzielą się na jakby dwie grupy: rzemieślników i na tych, którzy czekają na wenę. Ja lubię czekać na natchnienie, ale jak była potrzeba, to napisałem ,,rzemieślniczo”. Miałem wtedy sporo wolnego czas, zgodziłem się, choć moja ostatnia przygoda z napisaniem tekstu piosenki nie należała do udanych. Jeszcze w czasach szkoły średniej jeden z nauczycieli poprosił mnie o stworzenie tekstu “tak aby było, wiesz, tak jak <<kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem, hej>>”. Do tej pory wstydzę się tamtego grafomaństwa i doceniam wynalazek ludzkości jakim jest wzajemne udawanie, że coś nie nastąpiło, że tego nie było i po prostu w historii Wszechświata nie nastąpiło. Mówi się, że można wybaczyć ale nie zapomnieć. Myślę, że w tej sytuacji, mimo szczerej wiary w obopólną amnezję tam też mogło być owe “nie zapomnieć”. I nie oszukujmy się: od czasu szkoły średniej niestety sporo minęło. Napisałem tekst, nawet byłem zadowolony z efektu. Jak wspominałem: miałem sporo wolnego czasu, sprawdziłem następnego dnia w sieci, czy można skomponować muzykę do słów będąc totalnym beztalenciem w tej materii (co prawda próbowałem grać na kalimbie, ale nie oszukujmy się: to się nie liczy, ok?), był to też początek tych zabaw ludzkości z AI i czatem sztucznej inteligencji, więc usiadłem i też się pobawiłem. Okazało się, że do mojej “piosenki” da się dorobić melodię, nawet wokal, styl muzyczny, a gdybym nie miał tekstu to… nawet tekst. Sprawdziłem, w kilka sekund miałem kilka piosenek stworzonych z mojego tekstu. Bawiłem się dalej i odkurzyłem kilka starych wierszy z lat wczesnej młodości. Jako poezja to dałbym im 3/10, jako piosenki brzmiały nie najgorzej (co akurat niedziwne, bo jakieś 98% współczesnych piosenek nie brzmi po prostu jak coś z sensem, jeśli zacznie się to po prostu czytać a nie słuchać chwytliwej melodii, która maskuje słowo i sens, Osiecka i Młynarski już nie piszą, a Jacek Cygan pisze dla niewielu i chyba już nie za często). Wspomniałem o jednym: o AI. Bo to właśnie ona wprawiała w wirtualny ruch moje teksty. I wiem, że sztuczna inteligencja szkoli się na rzeczach już istniejących, że to nie takie coś z niczego, tak więc póki hobbystycznie się w to pobawiłem to może było to mniej szkodliwe, niż gdybym chciał te utwory spieniężyć (nie wspominam tu o głębszym temacie czyli o tym, ile każde nasze zerknięcie do AI kosztuje energii i zasobów naturalnych). Ale właśnie poniekąd dlatego powstaje ten tekst.
Bańki, feedy i ej-a-je
Wchodzę sobie w media społecznościowe, koleżanka udostępnia opis że słucha takiej i takiej piosenki. Widzę w tytule słowo “AI”. Szukam na YT. Jest. Piosenka stworzona przez sztuczną inteligencję. Jest tego pełno na YT, nawet uwielbieniowe teksty (nie powiem, czasem serio trudno rozpoznać i czasem serio dobrze to brzmi, szczególnie gdy człowiek napisze tekst a nie zleci tego sztucznej). Dziś widziałem materiał o tym, jakie wyświetlenia (i kasę z tego tytułu) mają filmiki z jakimś nowym trendem piosenek obleśnych, obscenicznych, erotycznych, które się klikają w milionach odsłon. W sieci są też utwory disco polo śpiewane w stylu Czerwonych Gitar, Czesława Niemena czy Seweryna Krajewskiego, nawet utwory Adama Mickiewicza śpiewane na rockowo. Naprawdę ograniczenia chyba nie istnieją. Nie o tym jednak, co sztuczna inteligencja może zrobić bo jestem pewien, że wiesz. A zmiany są gwałtowne, bo gdy przymierzałem się do tego tekstu, minęło już sporo czasu (czasem nie poruszam danego tematu od razu, pozwalam mu odleżeć nawet kilka miesięcy).
Na tym ludzie po prostu zarabiają a trochę testują możliwości AI. Nic nowego. Ale nie o pieniądze mi chodzi a coś innego. Lata temu, przyglądając się trendom w kulturze, były jakby dwie prognozy. Było ich więcej ale ja zapamiętałem sobie dwie: że kultura będzie się konserwatyzować po okresie liberalizowania (co mnie akurat nie dziwi, bo tak to od antyku działa, choć wpisane w ramy w stylu: humanizm kontra teocentryzm; polityka światowa również stopniowo skręcała na prawo jak wieszczyli politolodzy i publicyści na łamach różnych tytułów prasowych lata temu), druga zaś prognoza była taka, że ludzie będą tworzyć swoje mini światy, swoje bańki kulturalne, zresztą od dawna żyjemy w zjawisku: mój świat to moja playlista na Spotify i YouTube, moja lista filmów w streamingu, a najczęściej moja prasa to moja tablica na Facebook’u, oczywiście zasilana przez algorytmy, zaś mój blog/Instagram/vlog to – moja społeczność.
Kanibalizm kulturowy, czy wczasy w bańce?
W okresie pandemicznym portal Deon opublikował mój artykuł o własnych końcach świata każdego z nas (jest on i na tej stronie pod adresem). Za sprawą AI i tego zjawiska, o którym pisałem, już nie musisz kupować płyty i uczyć się lubić piosenki danego zespołu, bo dostosowując cyfrowe narzędzia możesz stworzyć piosenki spersonalizowane pod swój własny gust, już nie musisz słuchać tworów masowych ale rzeczy, które spodobają się choćby tylko jednej jedynej osobie na świecie: tobie. Nie zapomnij jednak, że jesteś osobą, nie musi cię uszczęśliwiać sztuczna inteligencja. A jeśli znikną twórcy dla mas, co zostanie na pokolenia? Idąc tym tropem, sam możesz stworzyć swoją własną muzykę, zamknąć się we własnej bańce. Czy to popularne wpisanie się w kulturę Do It Yourself? Chyba nie bardzo. Bo DIY służyło jednak wzięciu spraw w swoje ręce, sprzeciwieniu się koncernom i dyktatorom medialnym i kulturowym, i stworzeniu czegoś oddolnie, np. portalu, zinu itd. Tu mamy samolubstwo kulturalne, zaspokajanie swoich potrzeb, nawet jeśli to publikujemy (publikujemy na YT i zarabiamy w końcu, choć wierzę jednak też w prometejskie postawy wśród twórców). Tu mowa o muzyce. A jeśli AI pozwoli nam za sprawą kilku sugestii stworzyć wymarzony serial? Opisujesz fabułę i już nie musisz przekonywać się do takiego streamingu czy innego, ale masz w 100% to co chcesz. A co z jedzeniem, którego wartości nie musisz liczyć bo zalewasz wodą i wszystko masz? A nie, czekaj, już takie jest (choć dietetykom i psychodietetykom pozostawiam ocenę, choć jej się domyślam ;)). Czy zmierzamy do kolejnego etapu stwarzania swoich mikro światów i zamykania się w kolejnych bańkach szczelnych na wpływ i obecność Innego? Powiedziałbym, że będę się przyglądał, ale zabrzmiałoby to dystopijnie, jakbym biernie patrzył na świat jednak serio kończący się na naszych oczach. ,,The New Yorker” w grudniu 2025 r. opublikował szalenie ciekawy esej pt. ,,What If Readers Like A.I.-Generated Fiction?”, który też rzuca bardzo ciekawe światło na ten temat. Co jeśli AI potrafi stworzyć coś, co odbiorcy będą woleli bardziej niż wytwór rąk ludzkich? A co jeśli sztuczna inteligencja potrafi stworzyć dzieło o wiele lepsze niż uczyniłby to twórca? Polecam zapoznać się z tym tekstem, Vauhini Vara bardzo ciekawie opisuje to zjawisko. Oczywiście pod słowem ,,o wiele lepsze” kryje się coś w stylu: dzieło takie, jakiego oczekuje odbiorca (mający swój gust, potrzebę ale i oczekiwania). Dzieło będące wypadkową wgrania do pamięci sztucznej inteligencji najlepszych dzieł danego muzyka lub piosenkarza i poproszenie, by wytworzył na tej bazie lub w tym stylu coś będącego topką topek. Gdy kupujesz płytę ulubionego artysty to masz na niej utwory super ulubione i taki jeden lub dwa, który nie trafia do ciebie. A co gdyby AI stworzyło taką płytę tego artysty, której wszystkie utwory byłyby tylko jak ten ulubiony utwór, i uczyniłoby to na podstawie wgranej bazy danych? (choć pewnie i tu, znając człowieka, miałbyś utwory i tak mniej lubiane ;)). Nawet najlepszemu pisarzowi zdarza się popełnić słabą książkę, a co jeśli po wgraniu całego dorobku maszyna stworzyłaby coś wybitnego? Może nawet maszyna nauczona na dziełach twórcy stworzy coś bardziej w stylu tego artysty niż on sam potrafiłby stworzyć mając te ludzkie ograniczenia jak dieta, sen, nastrój, wydarzenia osobiste – słabsza kondycja wewnętrzna po prostu.
Proteza intelektualna
Sztuczna inteligencja jest ludzką ręką stworzona, zapominamy, że spośród wielu podejść, jak to zawsze, dominują pewnie dwa: AI to przyjaciel, to wszystkowiedzący twór na którym można polegać, to czasami taka delficka wyrocznia na której wróżbie można polegać, bo wie więcej niż zwykły śmiertelnik (jej twórca swoją drogą) i jest nieomylna. Drugie skrajne podejście powie, że AI to zło konieczne i należy jej unikać. Jest jeszcze coś, czego nie unikniemy. Każde medium lub wynalazek jest dla nas trochę taką ,,protezą” i nas odciąża w pewien sposób. Korzystanie ze sztucznej inteligencji w celu zadawania pytań by otrzymać szybką odpowiedź zamiast trudzić się, aby znaleźć samemu odpowiedź sprawi, że pewne obszary naszego mózgu pójdą na łatwiznę. Gdy wynaleziono kalkulatory, już nie musieliśmy mozolnie liczyć w pamięci lub na kartce ,,pod kreskę” (niedawno powiedziałem komuś z młodszego pokolenia ,,policz pod kreskę” to osoba nie wiedziała, o co chodzi a ja poczułem się jak dinozaur). Gdy mamy pod ręką smartfon, możemy od razu coś zapisać zamiast ćwiczyć pamięć. Technologia sprawia, że pewne nieużywane obszary naszego umysłu będą zanikały. I to nic nowego, tak się dzieje od lat. Sztuczna inteligencja to ani nie jest twój przyjaciel i wyrocznia życiowa, ani zło konieczne. To narzędzie, które musimy umieć obsługiwać. Może być, jak nóż, dobre lub nie, bo nożem można zabić a można dzięki niemu przeżyć na odludziu. Bardzo ciekawie o sztucznej inteligencji wypowiedział się papież Leon XIV w orędziu na LX Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu i polecam ci całe jego orędzie ale i mój komentarz do tego tekstu.
Wymazywanie życia i malowanie życia
Niepokojące jest może to, że trudno oddzielić już teraz, co jest prawdą a co nie. Co jest przeróbką lub imitacją wizerunku, głosu, wydarzeń. Pamiętasz ,,Rok 1984” Orwella? Wymazywanie historii już pewnie się dzieje. Z drugiej strony widziałem w sieci poruszające prośby matek czy innych osób, które straciły kogoś bliskiego i prosiły o ,,ożywienie” zdjęcia by móc na fotografii ,,uściskać” kogoś bliskiego. Trochę to straszne a trochę terapeutyczne, bo pomaga tak fikcyjnie ale jednak ulżyć w stracie. Tak sobie nawet pomyślałem, że Wcielenie Jezusa i Jego działalność wraz z cudami musiały odbyć się 2000 lat temu a nie w tej erze sztucznej inteligencji, gdzie dosłownie wszystko można podważyć, spreparować lub udokumentować. Jezus nie chciał chyba by powstawały na IG rolki z Jego działalności, bo zakładał że ważna jest wiara: masz wolną wolę i możesz uwierzyć lub nie, twój wybór, innego znaku nie będzie niż Wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie Boga.
Felieton w ramach cyklu “Obserwator”. Cykl porusza tematy z zakresu społeczno-kulturalnego oraz tematy wiary.
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




