
Kryzys boli, ale czasem może być szansą na lepszy los.
Wyobraź sobie moment, może już taki był za tobą, może przed, gdy kończy się jakiś etap, siedzisz nad kubkiem kawy lub herbaty i myślisz. Jest nic. Jakiś kryzys, jakiś brak, jakaś pustka. Może nawet wiesz, że jak to w życiu: rozwiąże się, że znajdziesz rozwiązanie, że Bóg Cię nie opuścił i nie opuści. Ale że potrzeba czasu. A jest teraz, i w tym “teraz” tu właśnie jest owo “nic”.
Może jest w tobie jakieś niezadowolenie, może przepływ zbyt wielu myśli i zbyt wielu możliwości, tylko którą wybrać? Może trwa to od lat. Może przychodzi moment, gdy dusisz się już tym wszystkim.
Kryzys od małego
Pamiętam taką scenkę sprzed kilku lat: maluch od dwóch dni chodzi do przedszkola, wszystko jest spoko. Nagle trzeciego dnia rano jest kryzys. ,,Może dziś odpuścić? No dobra, zobaczymy co będzie”. Po drodze płacz. A przed przedszkolem tłum rodziców ze swoimi dwulatkami, praktycznie każde płacze. Dwa dni było spoko, trzeciego nagły zbiorowy ,,kryzys”. Normalna rzecz z punktu widzenia wychowania, mnóstwo emocji, mnóstwo nowych rzeczy, poza tym czasem dziecko płacze bo tak czuje ale nie ma tam jakiegoś wielkiego obiektywnego powodu, po prostu tak czuje, po prostu taka jest jego reakcja emocjonalna na rzeczywistość wokół, po takiej fali emocji wszystko nagle mija i już jest dobrze. Tak czasem (lub często) po prostu jest.
Kryzys nie tylko wiary
Mówię o tym ,,kryzysie”, bo jest on częścią naszego życia, bo z kryzysu często rodzi się nowe. Bo czasem jakaś zmiana życia, zmiana zachowania, jakiś plan lub postanowienie, biorą się z kryzysu. W niedawnym tekście o odnalezieniu swojej drogi życiowej i swoich planów nie pisałem o kryzysie, ale on ma ważne miejsce dosyć często. Zajrzyjmy do Biblii. Mojżesz, Izraelici wychodzący z Egiptu, Jonasz, Eliasz, Abraham, Józef przez braci wrzucony do studni i mający prorocze sny, Jakub skłócony z Ezawem i od dzieciństwa jakoś naginający zasady. To wszystko postaci przechodzące przez kryzys. Mojżesz dekady po ucieczce z domu wyprowadza Izraelitów z niewoli, Jonasz ucieka przed Bogiem aż w końcu ulega i nawraca Niniwę, Eliasz chciał po prostu umrzeć i z pomocą Boga odnajduje swoją tożsamość, Abraham staje się ojcem Izraela, Józef ratuje ludzi przed głodem dzięki zaufaniu w sny pochodzące od Boga, a Jakub godzi się z bratem i umiera jako patriarcha (dostaje od Boga imię Izrael, czy więcej trzeba mówić?). Każdego z nich łączy to, że przeszli przez kryzys, że było ciężko, że to pokonali i przeżyli z pomocą Boga, że wstali silniejsi. I że mieli przed oczyma Boga, nawet ten Jonasz.
Czasem musi coś się zawalić w naszym życiu, upaść. Musisz być odarty ze wszystkiego, ze swoich uwag względem siebie, obrazów i nałożonych masek. Nie oznacza to niskiego poczucia własnej wartości albo fałszywej pokory, nie oznacza zafałszowanego obrazu siebie, ale oznacza to poddanie się Jemu, skruszenie właśnie owego wizerunku siebie i może pewien ,,powrót” o którym kiedyś pisałem. W momencie kryzysu, a może i straty czegoś, możesz odbić się. Może ten kryzys to taka pustka w sobie, którą chcesz czymś zaspokoić, a może tym pokarmem przecież być zarówno dobro, jak i niestety grzech. W tekście o grzechach języka w jednym z paragrafów opisałem ten mechanizm.
Co robić?
Ten kryzys możesz przeczekać (co nie oznacza, że trzeba być biernym – należy działać, jeśli potrafimy, a działaniem jest też szukanie pomocy i prośba o nią) a jednocześnie zawierzyć się Jemu, uwierzyć, nieśmiało działać i szukać przebłysków: może wyjść z domu, może z kimś się spotkać, mieć uszy otwarte. Zawierzyć się Jemu, a my często jesteśmy niecierpliwi, chcemy szybko i już.
W kryzysie przychodzi zmiana. Postaci Biblii są w kryzysie, są w ruchu i są w kryzysie. Dlaczego są w ruchu i w kryzysie? Bo są ludźmi. O. A. Szustak w “Ewangelii dla nienormalnych” wskazał na Mojżesza do którego Bóg przyszedł z misją po dekadach, Józefa powołanego z głębi studni do której go bracia wrzucili, Piotra załamanego że nic nie złowił całą noc i ten Piotr idzie zrezygnowany do domu odespać noc i z wątpliwą nadzieją, że ta nadchodząca noc będzie inna. I on jeszcze nie wie, że ona serio będzie inna.
Mi do głowy jeszcze przychodzi Elżbieta i Zachariasz a przed nimi wspomniany Abraham i Sara, no szczególnie ta ostatnia wprost wyśmiała Boży pomysł na to, że jeszcze będzie matką mimo swego wieku, a dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
Kryzys i nadzieja. Bóg działa, choć czasem mijają lata nim te “kropki” się przed naszymi oczami połączą i zrozumiemy je. Czasem w tym życiu jeszcze tego nie widzimy.
Burza a noc
Czasem noc jest gorsza od burzy. W nocy jest co prawda cicho i może być spokojnie, ale jest też ciemno, panuje strach, nie wiadomo czy jest bezpiecznie. W czasie burzy jest głośno, też może nam towarzyszyć strach, może być niebezpiecznie, ale sytuacja jest dynamiczna, są błyski czyli przebłyski światła, one też mogą oświetlać powoli drogę. Czasem lepszy (choć niewygodny) może być w naszym życiu kryzys, który popycha do zmian, do działania, wyłamuje nas że stagnacji, niż niezmienne trwanie w nocy.
Photo by frame harirak on Unsplash
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




