
Tak, wiem: dałem Ci pewnie clickbait, bo oczywiście nie masz być leniwy. Ale jest jeden przypadek, gdy wręcz musisz być leniwy, a najlepiej to w ogóle być już tak biernym, by zadania nie wykonać.
- Dlaczego Biblia ostrzega przed mową i obmową
- Język jako lustro serca – skąd bierze się potrzeba obmowy
- Dlaczego grzechy języka działają jak uzależnienie
- Relacja z Bogiem jako źródło panowania nad mową
Mowa oczywiście o Twojej mowie, a właściwie: złej mowie. Jako ludzie lubimy gadać, czasem z sensem czasem nie, ale jak już mówimy to jakoś tak lekko nam może przychodzić gadanie o kimś. Kiedyś koleżanka mi o kimś opowiadała i użyła takich słów: ,,to nie obgadywanie, to fakty”. Otóż nie jest to takie proste i bardzo wielu ludzi szuka usprawiedliwienia dla swojego obmawiania. Gdy mówisz o kimś nieprawdę, może nawet nie masz pewności co do wiarygodności słów ale je używasz – plotkujesz. Gdy jednak mówisz prawdę, opierasz się na faktach, ale jest to coś złego o kimś – obmawiasz, obgadujesz. I tu i tu grzeszysz, i tu i tu czynisz krzywdę. Nie mówię tu sytuacji, gdy coś Cię niepokoi w kimś, szukasz pomocy i musisz może się poradzić kogoś. W takiej sytuacji czyste serce z bólem będzie dzieliło się tą bolesną prawdą, bo będzie nie chciało krzywdzić, będzie chciało dobra dla kogoś, będzie szukało empatii. Bo gdy kogoś obmówisz wmawiając sobie, że oto czynisz dobro, i na dodatek gdy poczujesz satysfakcję i radość z tego obgadania to… to chyba już wiesz, ile w tym szczerości a ile oszukiwania samego siebie.
Dlaczego Biblia ostrzega przed mową i obmową
Kocham w Biblii ,,List św. Jakuba”. To taka księga mająca 5 rozdziałów, którą gdy ostatnio kolejny raz czytałem to zauważyłem, że lektura ta zajmuje 15 minut. W sumie to myślę, że jeśli jakiś kapłan nie ma kazania to spokojnie mógłby ją odczytać. Niech jednak nie zwiedzie Cię ta długość tekstu, bo jest to mocno gęsty tekst, chyba dla wszystkich tych, którzy mają problemy z miłością do Boga, człowieka i siebie. Samo gęste jak w krupniku babci lub innej wyśmienitej pani domu! Myślę, że życia nie starczy by tego się nauczyć i wcielić w życie (w sensie: nie ugotowania krupniku, ale porad św. Jakuba), a jest to przecież taki elementarz wręcz chrześcijańskiego życia. Takie wynotowanie kilku z ważniejszych treści Ewangelii co do praktyki codziennych czynów. Znacie te poradniki coachingowe, które na 200 stronach opowiadają o teorii i potem w jednym lub dwóch zdaniach dadzą coś praktycznego? To św. Jakub jest innym coachem: Bożym coachem. On daje od razu praktykę i po tym kończy list. Zajmuje mu to 15 minut.
A więc po kolei dam Ci kilka cytatów, dokładnie 4. Wszystkie pochodzą z Biblii Tysiąclecia.
Zaczynamy od tego: ,,Wiedzcie, bracia moi umiłowani: każdy człowiek winien być chętny do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do gniewu” (Jk 1,19). Moją uwagę (i jednocześnie inspirację do tego tytułu) zwróciło niepozorne słówko ,,nieskory”. Jakoś tak przechodzimy obok niego do porządku dziennego, po wielokroć i u mnie tak było. Jakiś archaizm, lecimy dalej. Dopiero Biblia Pierwszego Kościoła mi uświadomiła jedną rzecz. Owo ,,nieskory” to słowo ,,βραδυς”, które w Biblii Tysiąclecia (czyli tej znanej nam najbardziej i czytanej podczas Eucharystii) przetłumaczono jako ,,nieskory”, w Biblii Pierwszego Kościoła jest to ,,leniwy” (czyli masz być leniwy jeśli chodzi o gniew i mowę),ale w oryginale oznacza ono ,,powolny”. I, co ciekawe, tylko w tym jednym miejscu Biblii pojawia się to słowo (tzn. W tym wersecie jest ono dwa razy, ale to szczegół). Tak więc wg Biblii masz być pracowity, masz się rozwijać i tego zanegować nie można. Ale jeśli już masz ochotę kogoś obmówić, dokuczyć mu, bądź leniwy, bądź taki powolny jak podczas oglądania ulubionego serialu, gdy ktoś stuka do drzwi i musisz podejść, ale tak w sumie to ci się nie chce, to takie lenistwo przychodzi. Najlepiej gdybyś w ogóle tych rzeczy złych nie robił i nie musiał być leniwy, ale jeśli już: niech ci się mocno i serdecznie nie chce (a jest prawdopodobne, że tak się rozleniwiając to jednak nie zrobisz tego zła). Jak masz się gniewać, jak masz już co mówić, to bądź w tym powolny, ugryź się w język, może chwilę pomyśl.
Jak już pewnie zauważyłeś, chodzi o to, że w nas może być jakiś nieład, nieporządek, może w tej chwili trudne emocje, może jakaś burza tych emocji, i same emocje nie są złe, ale to co z nimi zrobisz. Jak w Ewangelii Chrystus mówił, że z wnętrza człowieka, z serca wręcz pochodzi mnóstwo zła. Jak będziesz ,,leniwy” czy też właśnie ,,powolny” w tym mówieniu, w tym gniewie wewnętrznym, to i większa szansa, że nie upadniesz. Znowu Jakub w kolejnych wersach tego rozdziału: ,,Jeżeli ktoś uważa się za człowieka religijnego, lecz łudząc serce swoje nie powściąga swego języka, to pobożność jego pozbawiona jest podstaw” (Jk 1,26).
Język jako lustro serca – skąd bierze się potrzeba obmowy
Łatwo powiedzieć: zatrzymaj się, spowolnij, pomyśl, powstrzymaj się. Albo można zapytać, po co to? Otóż powiedziałem o sercu. Wiesz dlaczego wielu ludzi czyni zło? Bo są poranieni, mają blizny jeszcze może z dzieciństwa, może ktoś im nie okazał dobra, miłości, opieki. Może czuli się odrzuceni, niekochani, mają niskie poczucie własnej wartości. Gdy krzywdzą innych lub siebie (może nawet nieświadomie, a może czasem po to, by poczuć kontrolę i władzę nad sobą lub kimś innym, po to by rozbudzić swoje poczucie własnej wartości, by mieć wpływ na życie swoje i innych); gdy krzywdzą więc siebie lub innych, wypełniają jakąś pustkę w sobie ale i jest to podyktowane czymś ze swojego może poranionego wnętrza, a może takiego, które chce przytulenia przez kogoś. Tak więc świadomie lub nie ale ich czyny są wypełnieniem jakiejś kondycji swojego wnętrza. Jeśli nie uporządkujesz serca, emocji, wnętrza, psychiki, stanu duszy, nie uświadomisz sobie swojej własnej wartości i wartości w oczach Boga – tego dziecięctwa Bożego, możesz się w życiu miotać, możesz krzywdzić, ranić, upadlać siebie, wchodzić w uzależnienia. Mówiąc źle o innych może właśnie odwracasz uwagę swoją i innych od własnych zranień, błędów. Może też czujesz się lepszy, może swoje poczucie własnej wartości ,,budujesz” (na piasku!) kosztem kogoś. Jakub nie zostawia nas samych. Mówi wprost, że język jest malutki a ma potężną siłę. Taki malutki język potrafi pokierować całym naszym ciałem ale przecież i nami całymi. Pewnie wiesz, że jak coś powiesz to potem gdy przyjdą wyrzuty sumienia to czujesz się cały chory, i psychika i ciało na tym cierpią (nie mówię już o bólu duszy, o sumieniu). Pozwól, że teraz pokażę Ci dłuższy fragment. Zwróć uwagę na to, że jak wędziło w pysku konia kieruje jego drogą (niby niepozorne a jaką ma moc!), tak też jest z ludzkim językiem.
,,Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jak odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym członkiem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia. Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi! Czyż z tej samej szczeliny źródła wytryska woda słodka i gorzka? Czy może, bracia moi, drzewo figowe rodzić oliwki albo winna latorośl figi?Także słone źródło nie może wydać słodkiej wody” (Jk 3,2-12).
Na sam koniec tego fragmentu zachęcam Cię do przemyślenia tematu. Do sięgnięcia po tę księgę Biblii, której lektura (całej!) zajmuje kwadransik. Na koniec obiecany czwarty cytat: ,,Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jk 4,17)
Dlaczego grzechy języka działają jak uzależnienie
Omawiając Dekalog i mówiąc o nieczystości (tej związanej ze sferą seksualną) ojciec Adam Szustak w książce ,,Góra Obietnic” mówi o tym, że przychodzi ona często w chwilach nudy i lenistwa, czasem po jakimś duchowym wysiłku jako taka “nagroda” (wtedy pokusa odnajduje tę małą furteczkę i tam wchodzi) albo też w jakimś kryzysie by sobie “dowalić”.
Ja bym to chciał też odnieść do słów, do tych grzechów języka, o których wspomniałem. Bo to jakby idzie w parze. Obmowy, plotki, jakieś oceny przychodzą gdy nam się nudzi albo kończą się mądre tematy. Przychodzą też w jakimś stanie poluzowania sobie po czymś obiektywnie dobrym, przychodzą w jakimś zmęczeniu lub właśnie by w kryzysie wewnętrznym upodlić się czymś, co wiemy, że jest złe (tak się “dobrudzić” gdy mamy już i tak niskie poczucie własnej wartości, tak sobie odmrozić uszy gdy już jesteśmy chorzy – taka autodestrukcja) lub w kryzysie zwrócić uwagę na kogoś, dowartościować siebie czyimś kosztem. W życiu otarłem się też o psychodietetykę, mówiąc o tzw. “relacji” z jedzeniem, z różnymi zaburzeniami, mamy też obszar reakcji na emocje. Można jeść i objadać się z nudy, można wypełniać pustkę i psychiczny “głód” emocji, może braku relacji lub miłości, można się wynagradzać lub doprowadzać do autodestrukcji osobistej, można wypełniać jakieś poczucie własnej wartości poprzez kontrolowanie samego siebie: objadaniem, głodzeniem się, jedzeniem by zwymiotować ale w tym wszystkim udowodnić sobie, że oto ja panuję nad swoim życiem, to ja mam nad nim kontrolę. Mówiąc o zaburzeniach odżywiania w pewnym momencie możemy powiedzieć o uzależnieniu się od danych czynności, mówiąc o seksualności w szerokim znaczeniu również możemy powiedzieć o różnych uzależnieniach, a przecież obie te sfery są z natury dobre, a uzależnienia przychodzą z czasem i to w momencie niewłaściwego użycia danej dobrej rzeczy (tu nie mówię o alkoholu i nikotynie czy narkotykach, które od początku są złe dla organizmu i każda dawka wyrządza szkodę, tyle że czasem jest potrzebny właśnie czas by to sobie uświadomić). Uzależnić można się przecież też od człowieka. Dlaczego więc nie mówimy o tym, że ktoś może uzależnić się od pychy, wyniosłości, obmowy, plotek, naśmiewania, oceniania, osądzania, posądzania, gadulstwa, podtekstów seksualnych – od swojej mowy. A jak to z uzależnieniem: potem już tego nie kontrolujesz.
Relacja z Bogiem jako źródło panowania nad mową
Zazwyczaj problemy z tą naszą czystością serca, intencji, czystością do bycia dobrymi i miłującymi innych (a więc i ta nieczystość wyrażająca się grzechami języka, jakimiś obmowami, plotkami, pychą, wywyższaniem się), problemy z tym wynikają z naszego oddalania się od Boga, naszej upadającej z Nim relacji (będącej po naszej stronie) na wskazuje też o. Szustak we wspomnianej książce. Dominikanin mówi też, że to ,,zdolność serca”, którą zdobywamy przez ,,bycie z Nim”. Ta czystość, siła, moc do trwania w tym dobru to nie jest nasza zasługa, ale dar od Niego. Tylko dzięki Jego pomocy możemy to dobro z nas wydobyć, ale musimy ten ,,dar” przyjąć, prosić o niego, dostrzec go, i świadomie przyjmować. Jeśli widzę, że ta sfera kuleje, to jak zauważa Szustak, może to wynikać z tego niedostatecznego przebywania z Bogiem. My byśmy chyba chcieli często powiedzieć: ,,ja” – ,,to ja umiem, to ja jestem dobry i czysty” a to przecież dar od Niego. Oprócz braku relacji z Bogiem, Szustak mówiąc o nieczystości (a ja ją tu dostosowuję bardzo ogólnie, bardzo szeroko, do właśnie całościowej postawy wewnętrznej, do naszej mowy i tym samym do postrzegania tu siebie i drugiego człowieka) podaje jeszcze dwa źródła: pychę i egoizm. Autor tu wspomina, że bardzo często walczymy z tą nieczystością, a ona jest tu tylko skutkiem czegoś innego, innego grzechu (tu właśnie wspominałem przy okazji tego wtrącenia psychodietetycznego, że to napadowe objadanie się jest tu tylko finałem innych naszych problemów wewnętrznych). Tam teraz tutaj cytat: ,,,,Druga praktyczna wskazówka: jeżeli chodzi o walkę z nieczystością, to jedną z najważniejszych rzeczy jest odnalezienie tego momentu, w którym przychodzi do nas pokusa nieczystości, czyli dobre zlokalizowanie okoliczności, w których się to zaczyna. Otóż każdy grzech nieczystości ma źródło w jakiejś bardzo konkretnej pierwszej pokusie, która u różnych osób może oczywiście być inna, choć jest kilka najbardziej powszechnych wzorców. My zazwyczaj próbujemy z tymi grzechami walczyć dopiero, kiedy one są już strasznie rozbuchane, wtedy ich siła i moc jest dla nas bardzo często niemożliwa do pokonania albo przynajmniej udaje się pokusie przekonać nas, że tak jest” (A. Szustak OP, ,,Góra Obietnic”, str. 102).
Jaka jest więc recepta? To zbadanie tych okoliczności, w których ta pokusa przychodzi (a więc ten pierwszy moment, sytuacje, okoliczności, czy to stan nudy a może wypełnienie jakiegoś emocjonalnego braku, stanu, może samotności, a może niskiego poczucia własnej wartości). Warto zbadać, czy ta przygoda nie ma w sobie pychy i egoizmu jako takiego mega głębokiego korzenia czynów. Warto też spojrzeć na naszą relację z Bogiem, czy ten dar od Niego potrafimy przyjmować, czy nasze oddalanie się od Niego nie sprawia, że patrzymy na siebie pobłażliwie i z przyzwoleniem na grzech albo też autodestrukcyjnie ,,upodlając” się by udowodnić sobie, że może nie zasługujemy na Jego miłość (co jest nieprawdą!).
Photo by Annie Spratt on Unsplash
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




