Do Oscarów jeszcze trochę czasu, ale na przystawkę kilka filmowych newsów (i komentarzy do nich, oczywiście) w tej selekcji (pop)kulturalnej.
Bond jako marka, Netflix bez świętości. Filmowe newsy z dystansem
Bond a casting na Bonda – kto będzie nowym Jamesem Bondem? James Bond to marka. Oczywiście to kultowa postać z krwi i kości oraz fenomen popkulturowy. O tym fenomenie świadczy choćby to, że jak bumerang powraca pytanie: kto będzie nowym Bondem? Pytanie to rozgrzewa opinię publiczną do tego stopnia, że kolejne kandydatury pojawiają się co jakiś czas (ostatnio mówi się, że może to być Jacob Elordi, którego widzieliśmy w najnowszej adaptacji ,,Frankensteina” od G. del Toro), ale i przeglądając sylwetki aktorów w popularnym serwisie filmowym ciągle pojawiają się sugestie, że ,,ten to by pasował na nowego Bonda”.
Jest to więc trochę szerszy problem, który wielu spędza sen z powiem i jest traktowany z popkulturową nabożnością. A gdyby potraktować go… z dystansem? Na taki pomysł wpadł Amazon, który od zeszłego roku posiada prawa do franczyzy najsłynniejszego agenta świata (co również nie odbiło się bez echa, gdy w zeszłym roku Amazon z pomocą sztucznej inteligencji retuszował plakaty filmów o agencie 007).
W marcu zobaczymy serial ,,Bait”, który pokaże… casting na rolę Bonda, a uczyni to przez pryzmat przygód pewnego niespełnionego aktora, którego życie stanie na głowie w tym stresującym dla niego czasie. Z opisu wynika, że może to być komedia. Z szerszego jednak punktu widzenia widzimy coś, co od lat dzieje w popkulturze: wielkie studia przejmują prawa do franczyz a później swobodnie je wykorzystują, widzieliśmy to w przypadku filmów z uniwersum Disneya a więc już nie tylko produkcji dla dzieci, ale i Marvela czy Star Wars.
Gdy Amazon ma prawa do Bonda, może już z marką zrobić co chce. Nie będzie tej świętości zbyt profanować, bo agent 007 nadal musi być ,,na poważnie”. Nowy serial to niewinna zabawa. Ale kto wie, czy nie jest to tak jak z tą gotującą się żabą, której się stopniowo zwiększa temperaturę gotowania.
,,Noce i dnie” od Netflixa dalej oburzają. To będzie chyba tzw. news kontynuacyjny, ciągnięty przez media przez kolejne miesiące (na ten temat poczytasz w poprzednim odcinku cyklu). Tymczasem głos zabrał Karol Strasburger, który w oryginalnej adaptacji zapisał się za sprawą słynnej sceny z nenufarami. Aktor krytykuje pomysł nowej adaptacji i zapowiedział, że nie pojawi się gościnnie tak jak uczynił to Artur Barciś w nowym ,,Znachorze” od Netflixa (przypomnijmy, że aktor zagrał również w dawnej i najpopularniejszej obecnie wersji filmu).
Zjawisko takiej ,,gościny” nie jest nowe, bo i Piotr Fronczewski pojawił się w nowej ,,Akademii Pana Kleksa”, w której tym razem główną rolę zagrał Tomasz Kot, ale obecność Piotra Fronczewskiego była miłą niespodzianką dla tych, którzy to jego pamiętają w tej roli. Strasburger opowiedział, że w przeszłości były pokusy by kultową scenę z jego udziałem przenieść choćby do reklamy, ale sztuce tego się nie robi.
I mój tym większy podziw, że reżysera serialu i aktorów nie zawiodły pieniądze, że są wartości nienaruszalne i większe. I to też fakt: mamy te swoje skarby filmowe nie do ruszenia, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Ale powtarzam, że to też okazją do promocji polskiej literatury w świecie jak było z ,,Quo Vadis”, gdy był hype na kino historyczne pokroju “Kleopatry”, “Ben Hura” itd.
Biografia Braci Grimm. Wszyscy znamy ich baśnie. I choć nie lubię słów: ,,wszyscy” i ,,każdy” bo przecież istnieją wyjątki, tak tu słowo ,,wszyscy” pasuje jak ulał, bo trzeba żyć pod tzw. ,,kamieniem” by nie znać choćby ,,Kopciuszka” (nieważne, czy oryginalnego czy już popkulturowo przetworzonego). Mowa o braciach Grimm, o których mimo wieków nadal głośno, bo nawet ich oryginalne prace ocenzurowano, by dzieci mogły poznać spisane przez nich baśnie w wersji złagodzonej.
Rynek książki też na tym korzysta, wydając co jakiś czas baśnie Grimm ,,nieocenzurowane”. Niedawno ukazał się przecież tom ,,Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli” (o tym, dlaczego można czytać dzieciom nawet takie mroczne baśnie, opowiada świetny esej ,,O baśniach” J.R.R. Tolkiena, który polecam).
Ann Schmiesing stworzyła książkę ,,Bracia Grimm. Biografia”, która ukazała się pod koniec stycznia, a która może być niezwykłą przygodą dla wszystkich tych, którzy chcieliby poznać życie sławnego rodzeństwa, a jednocześnie poznać kontekst powstania ich ,,baśni”, które tak naprawdę były wybitnym etnograficznym projektem obu uczonych, a które były niejedynym ich naukowym zajęciem. Pozycja chyba w sam raz na nadal trwającą zimę, a więc wciąż ciemne a klimatyczne wieczory.
Nowa Le Guin. Warto odnotować, że na rynku pojawił się kolejny tom i kolejne eseje Ursuli Le Guin. Tym razem mamy gratkę dla fanów esejów o pisaniu, ale i o science fiction, bo ,,Język nocy” w tym kierunku ma zaprowadzić czytelnika. W kolekcji mieliśmy już i opasłe tomy opowiadań i powieści zarówno fantasy jak i s-f, wpisy blogowe Le Guin, poezję, a nawet twórcze ,,przetłumaczenie” ,,Drogi” Lao Tse pióra ,,królowej fantasy”. Wydawca konsekwentnie idzie dalej, a opasłe tomiszcza (jak choćby zbiorowe wydanie ,,Ziemiomorza”) wyglądają imponująco.
Wrócą ,,Matki Pingwinów”. To kolejny nasz towar, który jest zauważalny w świecie za sprawą streamingu, i kolejny ważny. Popularna celebrytka, która mierzy się z karierą zawodową (i popularnością) i matki (i jeden tata w tym groni), które każdego dnia poświęcają wszystko dla swoich dzieci z różnymi problemami i diagnozami.
Szalenie ważny, wrażliwy społecznie i potrzebny serial (choć niepozbawiony wad) nie tylko w naszym kraju. Netflix ogłosił, że będzie drugi sezon. I to dowód na to, że produkcje poświęcone ważnym tematom mogą być nie tylko potrzebne, ale i popularne, że ludzie chcą je oglądać, a dystrybutorzy czy studia filmowe nie muszą wydawać milionów na efekty specjalne, wystarczy po prostu dobry pomysł i scenariusz. I jakiś cel z sensem.
*
To tylko kilka filmowych newsów, ale wszystkie pokazują ten sam problem: popkultura coraz rzadziej jest świętością, a coraz częściej – produktem.
Cykl ,,Selekcja (pop)kulturalna” jest cotygodniowym przeglądem mocno subiektywnych wydarzeń ze świata muzyki, filmu, literatury. Niekoniecznie wydarzeń najważniejszych i niekoniecznie poważnych.
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.