Do tanga trzeba dwojga, jak śpiewa klasyk. A do rozwoju swojej sylwetki także potrzeba kilku (czasem różnych) działań. Ale czy tylko gdy mówimy o sylwetce?
Jeśli chcesz schudnąć, to w tym planie będzie i dieta i aktywność fizyczna (treningi, ćwiczenia, ruch). Jeśli ćwiczysz to angażujesz pewne grupy mięśni – jedne wzmacniasz, drugie rozciągasz. Jeśli robisz trening, będzie tam rozgrzewka, jakieś mobility i stretching, po treningu też by się przydało np. rolowanie wałkiem. W życiu duchowym jednak często zapominamy, że przydałoby się jeszcze czymś nakarmić (modlitwą, lekturą duchową, sakramentami, uwielbieniem, Pismem Świętym; w pierwszej części tego cyklu pisałem o indywidualnym podejściu w tym treningu duchowym oraz o różnych wrażliwościach i ,,pokarmach” duchowych). Owo nakarmienie to taka podbudowa pod relację. No właśnie: relację. Bo tu chodzi o relację – żywą relację – z Panem Bogiem. A my często wpadamy na ostatnią chwilę w niedzielę do kościoła, ten jeden raz w tygodniu na godzinę i mówimy: ,,Panie, nie czuję Cię, nie słyszę, nie spotykam. A czy Ty jesteś w ogóle?”. Jeśli Bóg będzie chciał to da się usłyszeć i komuś bez życia duchowego, tak jak i wielu świętych, którzy się nagle nawrócili. Byli tacy, którzy “nie czuli” Boga, ale trwali przy Nim. I stali się właśnie świętymi. Tylko że jedna rzecz ich łączy: spotkali Boga gdy On do nich przyszedł i później już szli za Nim, trwali przy Nim. Ciebie prawdopodobnie też Bóg dotknął bo pozwolił ci się spotkać. Tylko że my często po tym spotkaniu już się wycofujemy i od święta tylko wołamy, że ,,jak to Cię, Panie, nie słyszę”.
Relację tę porównuję czasem do tej ludzkiej: nie dziw się, że chrześniak w dniu Pierwszej Komunii cię nie rozpoznaje, gdy zjawiasz się w jego życiu po 10 latach.
Całościowo, czyli holistyczne podejście do wiary
Ale wiara to nie jest wszystko, przydałoby się zadbać i o ciało i o psychikę. I znowu przychodzę z moimi triadami (jestem nudny, gdy o nie chodzi, wiem, ale to moja obsesja głosić to “Urbi et Orbi”). Są one dla mnie na tyle ważne (i w ogóle cała ta strona na nich się opiera), że umieściłem je w tym wpisie „O portalu” (tam wszystko jest rozpisane, bo to taki manifest tego portalu). Mój pomysł jest taki, żeby zawsze min. dwie te płaszczyzny z trzech dostępnych zaspokajać od razu (choć fajnie by było trzy). Przypomnijmy je: ciało, dusza, psychika – pierwsza triada tzw. “holistyczna”. I druga triada – tzw. “antyczna”: stadion (aktywność fizyczna), teatr (kultura, sztuka), świątynia (wiara, religia, sprawy ducha). To nie są triady wymienne lub jakoś różne, bo w obu chodzi o to samo tylko innym językiem: jedna polega na tym, że pełnię osiągasz przez uświadomienie sobie, że składasz się z tych trzech sfer, druga polega na tym, że możesz je zaspokoić w tych trzech obszarach, a gdy któryś zawalisz w obrębie tych “triad” to często pojawiają się problemy. A jak to wypraktykować? Właśnie o tym teraz.
Gdy bierzesz się za ciało to weź tam też coś z psychiki lub ducha, gdy zajmujesz się duchem – niech może będzie tam też miejsce na ciało. Niemożliwe? Otóż przeciwnie! Powiem więcej: bardzo często to już się dzieje niezależnie od ciebie. Przykład? Gdy biegam w lato po lesie lub po plaży to dbam o ciało/stadion, moje #endorfinki szaleją i uspokajam się (a więc dbam o psychikę co podpiąć można pod ów “teatr” z triady, bo wywołuje to emocje, i tu akurat przyjemne), a jeszcze lubię tu uwielbić Boga przez jakiś utwór muzyczny, akt strzelisty lub słowo wdzięczności (gdy biegam zimą to walczę o życie, ale w lecie jest chill). Można więc trzy sfery zastosować, przy czym dwie się łączą same a jedną muszę dodać sam.
Gdy modlisz się w kościele, uspokajasz się i budujesz relację z Bogiem, pomyśl może też o prawidłowej postawie i poświęć ułamek sekundy (tyle wystarczy) na zwrócenie uwagi na napięcie mięśni, na to czy twoje ciało nie cierpi (chyba że jest to świadoma praktyka pokutna, tylko że nie zapominaj, że wielu nawet świętych pokutowało fizycznie i znosiło ból pod kontrolą i po konsultacji przewodnika duchowego, wobec którego należało zachować cnotę posłuszeństwa – gdy kazał przerwać to się przerywało). Gdy np. piszesz przy komputerze, możesz jednocześnie chodzić na bieżni a do tego co godzinę lub trzydzieści minut oderwać wzrok od ekranu (kłania się BHP) i wystrzelić akt strzelisty lub pomyśleć o Bogu i uśmiechnąć się pod nosem do Niego będąc wdzięcznym za… za życie.
Mam nadzieję, że wiesz o co mi tu chodziło: o spojrzenie na te dwie holistyczne dla nas triady i robiąc coś dla ciała dodać tam bonusowo jeszcze coś dla psychiki lub naszej duszy, gdy zajmujesz się psychiką – coś dodaj z innej ,,działki”, przy sprawach wiary – nie ma przeciwwskazań by dodać jeszcze coś z innej kategorii. Nie chodzi tu o przebodźcowanie lub rzucanie sobie na głowę ciężarów (mówię tu też o pewnym używaniu rozumu, nie każda nasza czynność w życiu musi być efektywna na sto procent, a modląc się czy adorując przecież nie będziesz za każdym razem kontrolował postawy bo przecież najważniejszy jest tu Bóg a nie to, czy ciało się układa tak czy inaczej, a ono jest mądre i znajduje nam często samo najlepszą pozycję). Tu podałem tylko kilka przykładów nie po to, by je stosować jeden do jednego, ale by pokazać pewien mechanizm.
Połączyć rozłączone: duchowość chrześcijańska praktycznie
Przesłanie tego tekstu? Spróbuj, myśląc o sobie i swoich zadaniach, włączać w nie min. dwie lub nawet wszystkie trzy sfery tych triad, dwie zazwyczaj idą w parze, o trzecią należy zadbać. I nie przejmuj się, gdy czasem nie wychodzi, nie chodzi tu o nabawienie się nerwicy lub wejście w perfekcjonizm lub skrupulanctwo, ale o to, by próbować czasem coś zmienić. Ważna jest też perspektywa: nawet gdy obierasz ziemniaki, możesz to czynić na chwałę Bożą (pamiętasz benedyktyńskie “módl się i pracuj”? No właśnie!).
Tekst jest częścią cyklu ,,Full Holy”, którego nazwa nawiązuje do treningów full body workout – ogólnorozwojowych treningów angażujących wiele grup mięśniowych. Rozwój duchowy będę próbował opisać za pomocą zagadnień znanych z treningów fizycznych.
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.