Nie znaki ale wiara [cykl „Po Słowie”]

Liturgię słowa dzisiejszej niedzieli widzę jako nielinearną jak to czasem bywa podczas mszy: Stary Testament coś pokazuje, potem najczęściej list apostolski to doprecyzowuje a Ewangelia uzupełnia. Dziś którego czytania by nie dotknąć to uzupełnia ono inne oraz jest uzupełniane przez inne (tak sobie myślę, że to jak z Trójcą Świętą: odrębność Osób ale jedność i wzajemne uzupełnianie się jako Całość).

W zeszłym tygodniu nie pisałem rozważań, bo moje założenie jest takie, że jest to cykl nieregularny. Nawet czułem pewną myśl po tych czytaniach, ale jakoś nie mogłem się zebrać bo pojawiło się w mojej głowie coś: „to taka oczywistość”. Pomyślałem wtedy, że czytania są o tym, by powierzyć się Chrystusowi, by oddać co Jemu należne czyli uwielbienie i chwałę, że sednem tego życia jest uznanie że tylko On jest Panem. Chodziło to za mną cały tydzień, to żeby jednak ten komentarz uczynić. Pierwsze czytanie (Pwt 26, 4-10) mówiło o złożeniu ofiary i o tym przymierzu Boga z Izraelem po wyjściu z niewoli egipskiej, była mowa o ofierze dla Boga. Ewangelia zaś (Łk 4, 1-13) mówiła o kuszeniu Chrystusa przez złego ducha i tak Jezus odpowiada przytaczając słowa: <>.

Dziś się cofamy. Tam było o przymierzu z Izraelem i ofierze dla Boga, dziś wracamy do początków. I dzisiejsze czytania genialnie korespondują z tym, co tydzień temu. A więc chyba tak miało być, że dwie niedziele w jedną opiszę.

Na początek Abram, któremu Bóg nada imię Abraham. Oto przy tej opowieści jakby się kończy forma poematu, metaforyczności, poetyckiego ujęcia kwestii teologicznych przez redaktorów biblijnych a zaczyna się warstwa historyczna Księgi Rodzaju oraz w ogóle Biblii (choć, pamiętać trzeba, nie jest to kronika ani reportaż i trzeba być nadal otwartym na przenośnię, poetykę, kulturę judaistyczną w tym narrację opowieści). Abraham jest patriarchą, praojcem Izraela, od niego później przejdziemy do Izaaka, a następnie Jakuba i Ezawa i do prapoczątków Narodu Wybranego, bo oto Bóg zawiera już przymierze z narodem, nie tylko pojedynczym człowiekiem. Widzimy więc proroctwo i obietnicę Boga złożoną człowiekowi, wybranie. Piękny widok. Abraham dowiaduje się, że będzie praojcem a jego potomstwo będzie liczne. Patriarcha chce podziękować, tylko jak? To jeszcze nie czasy kodyfikacji prawa Izraela, jasnych przepisów co do ofiary błagalnej, pokutnej, dziękczynnej. To też czas wielu religii czasem brutalnych, wielu pogańskich bóstw. Czy Abraham postrzega Jahwe jako jednego z wielu? Musi przeczuwać, że to Bóg prawdziwy, bo miłosierny, bo dobry, bo tylko On przemawia podczas gdy drewniane i kamienne bożki milczą i karmią się krwią ludzką. Bóg obiecuje mu potomstwo i ziemię. Bóg nie umie dawać mało. Abraham zatem składa ofiarę ze zwierząt, jeszcze nie ma wyjścia Izraela z Egiptu, ksiąg z Prawem. Taką ofiarę z tego co patriarcha ma dyktuje mu Bóg a Abraham tak postępuje. W tym wszystkim ważne jest 8 rzeczy: otworzyć się i przyjąć Boga, dostrzec Go, wysłuchać, uwierzyć, zaufać, oddać cześć, pójść za Nim. W drugim czytaniu Paweł mówi nam o tym, że wykroczymy poza nasze ziemskie ciała i poza doczesną „krainę”, ojczyzna nasza będzie w niebie a ciała na wzór zmartwychwstałego ciała Chrystusa. Bóg nie umie dawać mało. A więc wykraczamy nawet poza to, co i tak było mega darem dla starożytnych. Abraham by nie zrozumiał od razu tego daru, więc najpierw dar ziemi i dobrobytu a później ludzkość dopiero dojrzeć mogła do rzeczy o wiele bardziej wymagających zrozumienia. Dlatego jestem zwolennikiem czytania Biblii całej, nie jako wyrwane z całości fragmenty, tak też widzę ewolucję moralną od Starego Testamentu do Nowego: dawkowanie ludziom tego Przymierza tak by stopniowo dojrzewali do pełni: do Nowego Przymierza we Krwi Chrystusa, do nowego „ciała” i „nowej ojczyzny” w niebie. Słuchać Chrystusa, nie świata, który – jak zauważa Paweł – ma odwrotne priorytety i nawet dopatruje sensu w tym co raczej jest wstydliwe niż chwalebne. Ewangelia o przemienieniu się Chrystusa na górze, odbywająca się w obecności patriarchów ale i uczniów, objawienie prawdziwej boskości Chrystusa, nowego ciała, wieczności jest dla nas w tę drugą niedzielę Wielkiego Postu jakby puszczeniem oka na to, na co oczekujemy: na prawdę o zmartwychwstaniu naszych ciał i na zmartwychwstanie Jezusa. I głos: słuchać Jezusa, który jest „Wybrany”, tak jak i Abram został wybrany w pierwszym czytaniu, i każdy z nas na co wskazuje przecież to czytanie Pawła. Chrześcijaństwo to pewne patrzenie w odwrotności do świata: gdy świat Abrama ma milczących bogów on ma Jahwe zawierającego z człowiekiem przymierze, gdy świat zakochał się w cielesności i bogactwach Paweł mówi za Chrystusem o wiecznym ciele i mieszkaniu w niebie. Gdy ludzie widzą w Jezusie cieślę, rabbiego, kolejnego nauczyciela lub proroka, albo Eliasza jak mówili ludzie albo szaleńca jak również mówili ludzie, On pokazuje swoją prawdziwą postać, a tę prawdziwą naturę jakby pieczętuje sam Bóg swoimi słowami. I Eliasz się objawia jakby pokazując, że „hej, Eliasz to ja, On nie jest mną” 😉 I tylko Jezus mówi, żeby nie mówić o tym przemienieniu ludziom, bo chrześcijaństwo to nie znaki ale wiara. Czyż to też nie pokazuje innej logiki niż ta świata? Gdyby Jezus postawił tylko na znaki, nie potrzeba by było wiary i spotkania, byłby kolejny dowód naukowy, z religii zrobiłaby się nauka. A chodzi przecież o 8 rzeczy: otworzyć się i przyjąć Boga, dostrzec Go, wysłuchać, uwierzyć, zaufać, oddać cześć, pójść za Nim.

Czytania:
1 czytanie: Rdz 15, 5-12. 17-18
2 czytanie: Flp 3, 17 – 4, 1
Ewangelia: Łk 9, 28b-36

fot. CC0 autorstwa Duc Tinh Ngo; https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/oszalamiajacy-krajobraz-pustyni-w-izraelu-30187309/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *