Dlaczego tkwienie w przeszłości nas cofa? O nostalgii, melancholii i trzech drogach wyjścia

sztorm na morzu, szare tło, idzie postać w kapturze brzegiem morza, wraca do przeszłości wspomnieniami

W sieci obserwujemy ostatnio trend wspominania 2016 roku, czyli tego co przed dekadą. Trend jak trend: za chwilę przeminie. Jednak jak to z trendami w popkulturze czy w sieci: sporo o nas mówią.

Zima, święta i emocjonalne „flashbacki”

Czasem zdarza się, że uświadamiamy sobie upływ czasu, myślimy o właśnie o owym czasie już za nami. Zazwyczaj w okresie dzieciństwa i edukacji spędzamy około 12 lat, ten czas wydaje nam się długi (bo wiele sytuacji jest nowych, ciągle się czegoś uczymy nie tylko w szkole ale i w życiu, okres dojrzewania też jest dosyć stresujący i nieprzewidywalny dla młodego człowieka, stąd też inaczej przeżywamy czas, jakby świadomiej, bo gdy już w dorosłym życiu pracujesz to może wykonujesz pewną rutynę a rok leci za rokiem, wtedy też inaczej przeżywasz czas). Uświadamiamy sobie może, że nasze szkolne dzieciństwo i młodość trwały 12 lat i było to “długo” a tu może od końca szkoły czy też od matury minęło już ponad 12-15-20 lat. Zaczynamy patrzeć wstecz, zaczynamy może kolejny raz analizować życie, myślimy o szansach, wyborach, o przyjemnych chwilach (często te mniej radosne porzucamy w pamięci, choć i one potrafią w nas tkwić latami). Zazwyczaj takie refleksje towarzyszą nam w grudniu, gdy spotykamy się przy Wigilijnym stole, patrzymy na naszych bliskich, którzy przez ten miniony rok może się zmienili fizycznie, może kogoś ,,przeczołgało” życie, może kogoś już w tym roku z nami nie ma? Bez wątpienia na mijający czas patrzymy u schyłku roku kalendarzowego. Stan ten pogłębia zima, czyli okres zatrzymania się, innej pracy organizmu i psychiki, pewnej pamięci emocjonalnej intensywnie działającej w tym sezonie zimowym. Do tego dochodzą wspomnienia, zapachy, miejsca, takie “flashbacki”. Ten czas jest też melancholijny, bo właśnie wspomniane: Święta Bożego Narodzenia, które kojarzą się z rodzinnością, ciepłem kominka i relacji, opowieściami, życzliwością. Nawet jeśli ktoś miał trudne dzieciństwo, to popkultura taki właśnie obraz w ludziach pobudza. Dodatkowo nowy rok, śnieg, ciepło, myślimy i spotykamy się z rodziną. Mówię na to roboczo: “klimacik”, ale to pewne przebłyski pamięci, wspomnienia, tęsknoty, melancholia. Człowiek może chce coś z tym zrobić, jakoś tę emocję przeżyć, przetworzyć. Ktoś będzie chciał to ubrać w powieść lub wiersz, ktoś sobie przyjemnie powspomina a ktoś będzie tęsknie chciał w tych emocjach tkwić, żyć nimi, próbować przeszłość odtworzyć, jakoś nie pogodzić się z tym, że to już przeszłość. Tischner o melancholii w ,,Wędrówkach w krainę filozofów” pisze: ,,Człowiek nie może się w świecie odnaleźć, bo wydaje mu się, że przyszedł na świat zarówno za wcześnie, jak i za późno, zarówno tu, gdzie przyjść powinien, jak i nie tu, gdzie przyjść powinien. Nie można jednak powiedzieć, że człowiek cierpi w melancholii na ból istnienia. Należy raczej powiedzieć, że ucieka od istnienia, ucieka od bólu. W końcu człowiekowi dobrze z tą melancholią, dobrze mu w jego półśnie. Nie jest za nic odpowiedzialny. To inni są odpowiedzialni za jego szczęście i nieszczęście. Melancholia nieustannie szuka rozrywki”.

Trzy drogi wobec przeszłości

Jak widzisz, jest kilka opcji, które możemy wybrać, ale wydaje mi się, że jedna z nich na pewno jest zła (i tu celowo nie owijam w bawełnę, nie piszę, że ,,niewłaściwa”, ,,niewskazana” itd., ale wprost: ,,zła”).

W obliczu tęsknoty można obrać 3 drogi: albo pójść za tymi wspomnieniami i powiedzieć sobie: “ok, fajne są, przyjemne, ale jestem w innym miejscu i zostawiam je”. Można za nimi pójść i z nimi zostać – nie pogodzić się z tym, że one minęły, próbować nimi żyć lub nawet je odtwarzać. I trzecia opcja: można je docenić, ale tę energię im towarzyszącą twórczo wykorzystać, budować na niej teraźniejszość i przyszłość, potraktować jako kop motywacyjny i motywację do działania – mówiąc krótko: twórczo przetworzyć tę energię.

W jednym z tekstów pisałem o takiej mojej metodzie “powrotu”, która jest właśnie tym twórczym wykorzystaniem tego, co było. Z tych 3 dróg, jak pewnie się domyślasz, polecam pierwszą i ostatnią: docenić przeszłość (ale w niej nie trwać) i albo ją opuścić z wdzięcznością za to, że była, że się wydarzyła, albo twórczo przetworzyć ją jako pewną siłę do aktywności.


O skutkach drugiej – tej złej drogi, mogą pewnie opowiedzieć terapeuci.

Duchowe spojrzenie na przeszłość i teraźniejszość

Jeśli nie potrafisz zostawić tego, co było (nawet jeśli były to dobre i przyjemne wydarzenia, które jednak są częścią tego co było i zdrowo je zostawić w przeszłości i nie żyć nimi, choć nic nie stoi na przeszkodzie, by miło o nich myśleć – no właśnie: tylko myśleć, nie żyć nimi nadal), warto udać się może do specjalisty, może na terapię. Warto jednak od strony duchowej przypomnieć sobie cytat z Izajasza: ,,Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy” (Iz 43,18). Jeśli nie potrafisz pożegnać się z tym, co było, oddaj to Bogu – to, co było. Jeśli nie potrafisz sobie z tym poradzić, tak uczyń. Jeśli są to winy i grzechy – oddaj w spowiedzi (i wybacz sobie, gdy i On też wybacza, bo bardzo często mamy problem z ,,odpuszczeniem” sobie tych win po spowiedzi), jeśli to trudne rzeczy, które spotkały ciebie – w ufnej modlitwie, adoracji, zawierzeniu swojej przeszłości. Jeśli to fajne i przyjemne rzeczy – oddaj z wdzięcznością i z ufnością, że najlepsze (lub równie dobre) jeszcze może też przed tobą.

Gdy Bóg przedstawia się w Biblii Mojżeszowi, mówi że ma na imię “Jestem”. Imię Boga to “Jestem który Jestem”.

To nie jest tylko twój problem, to problem wielu ludzi. To nawet też i problem czasem Kościoła bo wielu duchownych ulega tej pokusie, że kiedyś to było, a co z TERAZ? Że kiedyś i ludzie inaczej wierzyli, i było łatwiej, i może dokładniej, i inne czasy. Zawsze było trudno, ale jako ludzie mamy tendencję do pewnej postawy idealizowania przeszłości. Widziałem niedawno w sieci filmik wygenerowany oczywiście przez sztuczną inteligencję: dzieci bawiące się na trzepakach, w kałużach, grających kapslami od butelek, zmuszonych do fantazjowania i zmuszonych idealizować tę swoją rzeczywistość blokowiska. Na oko był to jakiś środkowy PRL. Towarzyszyło temu filmowi przesłanie, że oto kiedyś było fajnie, a dzisiejsze dzieci tego nie znają. Przyszła mi do głowy taka myśl, że dzieciństwo to dzieciństwo – ktoś może wspominać jako idyllę, bo wielu trosk z życia dorosłego takiego dziecko po prostu nie zna, ale była wokół bieda, atrakcji niewiele, i naprawdę zabawa w kałuży i pykanie kapsli to nie jest chyba to, co dziecku wielu współczesnych rodziców chciałoby zagwarantować (co nie znaczy, że taplanie się w świeżej kałuży nie jest fajne dla dziecka, bo jest). Chodzi o pewne idealizowanie tego, co było a pomijanie rzeczy mniej pozytywnych.

Zobacz także: Przyszłość skomponowana z nut przeszłości [esej]

Przeszłość jako doświadczenie, nie miejsce zamieszkania

Zmieniając życie, może kończąc etap lub relacje, często chcemy wyprzeć jakieś szczegóły, by nie tęsknić, może czasem mówimy, że było tylko źle, a nie zauważamy, że było i dobrze. Czynimy tak by można było nam bez żalu porzucić jakąś przeszłość, relację, miejsce. To druga skrajna reakcja.

Potrzeba stanąć w prawdzie, widzieć dobre i te mniej dobre rzeczy, ale nie mówić, że było tylko źle. Bo nawet jeśli było trudno to czegoś nas to nauczyło, zmieniło nas, może ukształtowało a może pokazało, jak na drugi raz nie postępować. Z drugiej strony nie należy tylko idealizować, ale również uświadomić sobie, co może nie było do końca pozytywne.

Opuszczenie miejsca i zaczęcie od nowa – to popkulturowe zjawisko, punkt wyjścia wielu choćby komedii romantycznych. Może czasem nie zostawiać relacji, miejsca i nie odchodzić, ale skonfrontować się z sytuacją, miejscem, oswoić je, przepracować, wykorzystać doświadczenie i emocje, a brak i problem przekuć w siłę. Ale to już temat na inne rozważania.

Czasem przeszłość po prostu wraca, chcielibyśmy doznać “amnezji” w związku z dawnymi grzechami, winami. Czasem odpowiedzią organizmu na silne emocje i przeżycia jest fuga dysocjacyjna, czasem osobowość mnoga – to są spektakularne sytuacje. Nie jestem psychologiem, psychoterapeutą, ale wydaje mi się, ze wspomnień nie da się wyrzucić i zapomnieć, można nauczyć się żyć z nimi mimo ich obecności (a wiele z tych wspomnień pokaże nam, jak żyć inaczej, nie popełniając kolejny raz tych samych błędów lub błędów innych osób, których może na własnej skórze doświadczyliśmy).

Możesz nauczyć się panować nad stresem, lękiem, odkryć poczucie własnej wartości, talenty, pasje, różne kompetencje miękkie, nauczysz się żyć mimo przeszłości. Żyć na nowo.

Nauczysz się być silniejszy gdy przepracujesz traumy, bóle, cierpienia, a może nawet wybaczysz. Nasz umysł wiele rzeczy wypiera, wiele zapomina, wiele przekręca i inaczej zapamiętujemy, bo czasem nas chroni, a czasem sobie upraszcza zapamiętywanie.

Przeszłość nie jest zła, niesie doświadczenia, przypomina zdarzenia, za którymi może kryć się motywacja, pewien ,,klimacik” (tak nazywam sytuację, która w głowie przypomina pewien schemat zachowań, np. jeśli w przeszłości uspokajał cię poranek, kawa i cisza lub spokojny jazz w tle, to będziesz próbował taki scenariusz odtwarzać i tym samym wywoływać określone emocje, w tym przypadku: spokój, relaks, odprężenie, klimat slow), twórcze inspiracje, dobre praktyki, relaks i miły nastrój. Wspomnienia potrafią też dostarczyć motywacji, bo gdy np. jest zimno i nie chce mi się wyjść na trening biegowy to gdy przypomnę sobie fajny trening mimo naprawdę sporego chłodu, i to że mi się kiedyś udało pokonać te bariery (w końcu nieprzyjemne) to dlaczego miałoby nie udać się teraz?

Przeszłość nie jest zła, i można być za nią wdzięcznym, można uczyć się na błędach (i umieć je sobie wybaczyć, szczególnie gdy w spowiedzi wybaczył nam je Bóg), można też ją wykorzystać twórczo. Natomiast minęły lata i tkwienie w przeszłości, próba zaklinania rzeczywistości i trwania w tym, co było, zamykając się na TU i na TERAZ i na JUTRO, cofa nas. Bo jesteśmy już inni, nie tamci, bo mamy inne doświadczenia, priorytety, przeżycia itd. Nie oznacza to, żeby pozbyć się tego kim jesteśmy, jacy jesteśmy, ale może po prostu… dojrzeliśmy jako ludzie przez minione 5, 10, 20 lat? Zmieniamy się całe życie, i dobrze, jeśli jest to zmiana na lepsze.

Chodzi o to, aby nie tkwić w przeszłości, a czerpać z doświadczeń, ze swoich dobrych chwil, rozumieć siebie wtedy i teraz, i szukać pomocy i rozwiązań, a nie rozdrapywać i grzebać w minionym (a jeśli już grzebać w przeszłości, to tylko pod kontrolą specjalisty – jeśli już burzyć by budować, co często boli, to trzeba to czynić najlepiej pod nadzorem).

Photo by andreas kretschmer on Unsplash

Website |  + posts

Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze