Jak nie dać się podzielić i skłócić? Recepta na tych, którzy krzywdzą tak, żeby nie zostawić dowodów krzywdy i 3 porady

Jak nie dać się podzielić i skłócić? Mężczyzna na górze siedzi i patrzy na zachód słońca wśród gór.

Nie wierzyła, że coś znaczy – tak usłyszała od bliskich. Każdy z nas zna kogoś, kto zmaga się z zaniżonym poczuciem własnej wartości. Każdy z nas padł ofiarą niewybrednego komentarza, często krzywdzącego, nieprawdziwego. Każdy z nas pewnie widział też wyraz słownej agresji. Banałem zaś jest mówienie, że słowa czasem krzywdzą bardziej niż czyny. To banał, to też prawda.

Niedawno pisałem o tym, że złe czyny często biorą się z serca, że one są już finalnym elementem tego, co najpierw zadziało się w nas samych. Słowa też są na początku tej drogi, i one też biorą się dokładnie z tego samego wewnętrznego skarbca ohydy, którą potem raczymy innych.

Słowa

Bo głęboko wierzę, że to słowa stoją za czynami, że jak powtarzasz np. “stop pedałowania” to potem łatwiej kogoś zaatakować i dać w mordę na ulicy bo wygląda inaczej (pomijam już, że wielokrotne powtarzanie czegoś sprawia, że zaczynasz w to wierzyć), nazywanie i traktowanie kobiet w pewien określony sposób może sprawić, że adresat tych słów wyrządzi krzywdę. Poniżany przez żonę lub partnerkę mężczyzna traci w oczach swoich przyjaciół, jego poczucie własnej wartości także spada. Poniżane dziecko, starszy rodzic, pacjent u lekarza, wychowanek, córka, syn. Nasze słowa nazywają wizję tego świata, który sami reprezentujemy.

Zobacz także: Jak się duchowo nie przetrenować?

Wyzwiska

Na ulicy, na forach, czasem w mediach, są ci wszyscy “zdrajcy”, “komuchy”, “wrogowie ojczyzny”, “ty śmieciu”. Potem zaś następują ataki na polityków,  zaniżona samoocena a wrażliwy nastolatek się zabija.

Czasem robimy to nieświadomie, czasem wymierzamy z premedytacją słowną karę.

Czasem media podburzają nastroje, by podzielić ludzi i wytworzyć sobie wierną grupę konsumentów, sięgających po ich przekaz. Czasem jednak jesteśmy tylko targetem, marionetką, którą ktoś porusza, by skłonić ją do określonych nastrojów a potem wyborów. Albo sprytnie przesuwanym po planszy pionkiem w rękach kilku populistów. Czasem pewni ludzie sieją emocjonalny ferment, by wywołując ten polityczny ferment, coś ugrać.

Świadomość

I my to wiemy, nie chcemy też za wiele z tym robić. Nie chodzi o niewielką siłę przebicia. W tym natłoku wiadomości i tym chaosie przekazów, które potęguje kilkanaście opiniotwórczych tygodników (który wybrać?), kilka programów informacyjnych (który obejrzeć, bo przecież szkoda czasu na poznanie wszystkich) i ta niekończąca się wirtualna przestrzeń; w tym chaosie celowo wybieramy pewną wizję, by konsekwentnie za nią idąc, porządkować swój odbiór świata, mieć jedną narrację, zamiast wielu (to wymaga zachodu, a my jako ludzie lubimy upraszczać, tak działa nasz mózg).

Lubimy się więc straszyć, lubimy różne lobby, szukamy wrogów. Czy to Donalda, Jarosława, Niemca, ,,roszczenia żydowskie”, wroga Ojczyzny lub jej przyjaciela.

(Nie)zgoda

I wielokrotnie już rozbrzmiewało w różnych miejscach, że można nie zgadzając się z kimś, rozmawiać z nim. Można. A można go też okładać po mordzie. Przy czym ,,można” to nie przyzwolenie, ale wybranie jednej z możliwości.

To są wszystko truizmy.

To, którą narrację wybierzesz, tak naprawdę ma zasadnicze znaczenie. Bo jak przezwiesz kogoś, to będzie ci łatwiej wyrządzić krzywdę, i nawet jeśli to będzie tylko i wyłącznie pewna kalka językowa, taki przecinek w zdaniu (znam ludzi, którzy jako przecinka używają wielu wulgaryzmów, i nawet tego nie kontrolują).

Łatwiej ci kogoś uderzyć, gdy uznasz go za kogoś psującego ci dzień i klimat, a nie uznasz go za człowieka. Gdy przechodzisz obok bezdomnego, to gdy pomyślisz, że to prawdopodobnie człowiek, który stracił wszystko, bo mu się nie ułożyło, bo może wykiwała go rodzina, albo wykończyło państwo i system, to może być ci słabo, źle, niedobrze i może będzie gryzło cię sumienie, a głos wewnętrzny będzie kazał zainterweniować. Gdy nazwiesz go w sercu ,,nierobem”, łatwiej będzie przejść obok.

Gdy spotkasz człowieka, który uciekł przed wojną ze swojego państwa, znowu odezwie się sumienie. Gdy nazwiesz go ,,jednym z hordy uchodźców najeżdżających Europę po socjal” też łatwiej sobie z tym poradzisz. I tak dalej.

Wywieranie wpływu

I to tylko jedna strona problemu, bo jeszcze jest manipulacja i perswazja, bo jeszcze pewne hasła wpiera się w twoje myślenie, byś był przydatnym głupcem, byś do czegoś się przydał, byś zachował się w określony sposób. Jak np. falangi idące z wszelkimi rasistowskimi, ksenofobicznymi, nacjonalistycznymi hasłami. Są po prostu chowem na mięso armatnie, gdy kilku chłopców u steru wywoła wojnę z którymś z mocarstw, gdy ktoś na nasze polskie machanie szabelką odpowie bronią na miarę XXI wieku.

Często jednak problem jest o wiele prostszy. Jest nam zwyczajnie łatwiej porządkować i kategoryzować świat, czyniąc przy tym krzywdę i lekce sobie ważąc słowną konsekwencję. Łatwiej kogoś zranić słowami, niż zadając mu fizyczny ból. Jakaś taka niepisana zasada, którą intuicyjnie czujemy.

Z serca

Zło się często bierze z serca, z myśli, ale są tam też słowa, nasze oceny, osądy, nazywanie świata. Cały ten syf często mieszka w nas (przeczytaj o tym pogłębiony tekst).

Nie chcę cię przekonywać, abyś rozmawiał, namawiał, żeby zmienił się system, żeby w szkołach przekazywano wiedzę dotyczącą tzw. edukacji medialnej. Nie będę cię przekonywał, żebyś powściągał język, przypatrywał mu się. Nie chodzi też o jakąś narodową debatę językową, z profesorami: Miodkiem, Bralczykiem i Rusinkiem. Albo o kolejny misyjny program w telewizji publicznej (ograniczający się zazwyczaj do tego, że do Grabiny w M jak miłość scenarzyści dopiszą jakiegoś bad boy’a i na jego przykładzie rozkminią problem).

Ujście

Jeśli nie przekuje cię to, że siedzi w tobie pewne zło, któremu nie musisz dawać ujścia, ale dajesz je tyle razy, ilekroć nie panujesz nad swoim językiem, to tym bardziej żaden narodowy zryw i program wzajemnego miziania się i pieszczenia słowami, niewiele da.

Ludzie potrzebują tego podziału na ,,nas” i ,,ich”, na ,,lewaków”, ,,katoli”, na ,,zdrowych” i ,,chorych”, ,,mądrych” i ,,idiotów”. Każdy taki podział ma pokazać nie tylko to, kto tu rządzi, czyj dyskurs dochodzi do głosu, ale też kto ma akurat wiodący głos.

Jak nie dać się podzielić i skłócić? 3 porady

  1. Media oraz politycy kapitał (czyli poparcie, oglądalność) opierają na polaryzacji, na pewnym podziale i pokazaniu różnic między ,,nami” a ,,nimi”. Już sama wiedza o tym pomoże ci nie dać się w to wmanewrować i nie ulegać emocjom (w tym zdenerwowaniu, wrogości).
  2. Pamiętaj, że to tylko pewien obraz. Nie musisz tej wrogości, tego podziału ,,wynosić na ulicę”, w tym także kierować go do swoich bliskich (a bardzo często rodziny kłócą się o słowa polityka).
  3. Gdy widzisz tę słowną przemoc – reaguj. Nikomu nie należy się krzywda, przemoc słowna, wyzwiska itd.
  4. Pamiętaj, że często czyny idą za tymi słowami, które w sobie wcześniej wyhodowałeś. Czasem to mechanizm obronny, które pomaga ci znaleźć wymówkę, by nie działać, nie pomagać, nie interweniować. To jednak kłamstwo, którym się karmimy.
  5. Dostrzeż w człowieku… człowieka. Ponad całą narracją słów, kalek, klisz, łatek, uproszczeń, stereotypów.

zdjęcie na licencji CC0 pochodzi z: www.pexels.com

+ posts
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze