
Czy popularny w XX wieku (a urodzony w 1898 roku) profesor literatury i badacz twórczości średniowiecza oraz renesansu, poczytny pisarz, publicysta i apologeta chrześcijaństwa, który zasłynął jako teolog (choć był raczej teologiem hobbystycznie i z potrzeby serca oraz intelektu) może być pomocą w naszym życiu religijnym, zakotwiczonym w erze nowych mediów?
W minionych dniach otrzymaliśmy kolejne informacje o serialowej Narnii (Netflix),,rozgrzały” do czerwoności internet oraz media. W jednym z odcinków ,,Selekcji (pop)kulturalnej” napisałem bardzo obszerny komentarz na temat nowej franczyzy giganta streamingu, tutaj tylko pokrótce wspomnę, że do dubbingu Lwa Aslana (Meryl Streep) doszły fotografie Czarownicy Jadis ubranej w cekiny z lat 50 XX wieku oraz dwukolorowe oczy Aslana będące hołdem dla Davida Bowiego. Cokolwiek o tych zmianach byśmy mogli myśleć, za chwilę C.S. Lewis wkroczy ponownie do świata popkultury (przypomnijmy, że ponad dwie dekady temu Disney zaserwował nam kinową wersję pierwszego tomu ,,Opowieści z Narnii”).
W lipcu Instytut C.S. Lewisa zorganizował wydarzenie zatytułowane: ,,Rebirth: Recovering Hope for a Dying Culture” (,,Odrodzenie: Odzyskiwanie nadziei dla umierającej kultury”). Ta inicjatywa pokazuje, że C.S. Lewis nadal jest obecny w kulturalnym i religijnym dyskursie, że nadal u tego wielkiego (i popularnego także w Polsce) apologety chrześcijaństwa poszukujemy odpowiedzi na trapiące nas dylematy (nie tylko religijne), ale co ważne (a może najistotniejsze w tym kontekście), że te odpowiedzi tam są.
C.S. Lewis – pisarz dla świata nowych mediów
Bo Lewis pisał nie tylko o samym chrześcijaństwie oraz o życiu z wiarą w Jezusa na co dzień (dziś może byśmy nazwali to ,,chrześcijańskim mindsetem”), ale poruszał też kwestie wiary i nauki, rozumu, kultury i sztuki oraz edukacji. Jest autorem koncepcji tzw. ,,chrześcijaństwa po prostu”, książki o poglądach ludzi średniowiecza, stworzył niczym średniowieczny badacz publikację o czterech rodzajach miłości, pracę o cudach oraz o cierpieniu, pisał o modlitwie, moralności i żywej relacji z Bogiem, a także obok Chestertona i Maritaina wpisał się w nurt personalizmu chrześcijańskiego (który również obficie jest obecny u św. Jana Pawła II). Ponadto był pisarzem i dziennikarzem, choć zawodowo zajmował się pracą naukową jako… historyk literatury.
Warto przyjrzeć się tym kilku twarzom C.S. Lewisa i zastanowić się nad tym, czego możemy się od niego współcześnie nauczyć.
Potęga opowieści
Lewis posiadał dar ,,opowiadacza” a może bardzo często był też bliski pewnego rodzaju storytellingu. To za sprawą powieści stał się niezwykle popularny, natomiast to nie wyobraźnia stała za jego sukcesem (nie w pierwszej kolejności rzecz jasna), ale to co ,,więcej” miał do powiedzenia – jego poglądy, które i dziś są perspektywą na patrzenie na świat.
Można zaryzykować stwierdzenie, że nasze czasy potrzebują opowieści i narracji, że jesteśmy społeczeństwem obrazkowym a media społecznościowe to takie nasze ,,malowidła naskalne”, zaś ewangelizacyjna część tych mediów bardzo często przypomina Biblię Pauperum (tylko że środkami są tu rolki i tiktoki). Można o to oczywiście obwiniać kryzys dłuższych form, bo chcemy konsumować treści szybko i sięgać po kolejne. Będzie w tym trochę prawdy, ale nie jej pełnia.
Sens pośród bezsensów
Człowiekowi towarzyszy coraz częściej głód poszukiwania sensu, głód duchowości, głód prawdy i autentyczności, młodzież szuka świadków, szuka opisu relacji (a więc i relacji z Bogiem), prawdziwości wiary, moje obserwacje pokolenia alfa mówą, że ich sposób odbierania treści jest inny niż starszych kolegów czy rodziców, to też inne spojrzenie na utrzymanie choćby koncentracji, a więc i na sposób prowadzenia ,,opowieści”.
Może więc w miejsce snucia alegorii i odzierania prowadzonej narracji z kontekstów, z jej części składowych, nacisk zostanie położony na konkret, na ten ,,strzał” w samo sedno? Ludzkość jest oczywiście spragniona opowieści, baśni, bajek, owoców wyobraźni, ale jednocześnie pragniemy prawdy podanej wprost.
Apologeta
W tej wizji C.S. Lewis może wkrótce ponownie otrzyma należne mu miejsce w kulturze: apologety chrześcijańskiego, teologa i filozofa (choć z zawodu był profesorem literatury, szczególnie średniowiecznej i renesansowej). Może więc w miejsce autora narnijskich baśni ponownie stanie się tym, który stworzył ,,Chrześcijaństwo po prostu”, ,,Cztery miłości” czy też ,,Cuda” albo ,,Problem cierpienia”, czy choćby krótki a znakomity zbiór ,,Koniec człowieczeństwa”.
Swoją drogą to i my współcześni kochamy literaturę non fiction, kochamy reportaż i biblijną archeologię, czytając Biblię zapominamy o kontekście kulturowym czasu jej powstania, o sposobie prowadzenia narracji tamtych czasów, o tym że czasem nie mamy do czynienia z reportażem ale z opowieścią, oczywiście natchnioną przez Ducha Świętego i świętą, ale też pisaną ludzką ręką i w określonej kulturze słowa i opowieści (Jezus przyszedł na świat przed erą fotografii, video, Internetu i mediów społecznościowych, przed erą sztucznej inteligencji, i wierzę, że było to wszystko przez Boga właśnie tak zaplanowane od początku, żeby to wiara a nie cyfrowe ślady nas do Niego prowadziły).
O moralności uczmy się z listów
Lewis alegorię oraz opowiadanie o trudnych kwestiach (choćby teologicznych) opanował do perfekcji, przykładem są oczywiście ,,Opowieści z Narnii”, ale i jego trylogia science-fiction w której wybitnie pokazał istotę grzechu pierworodnego, akcję umieszczając na obcej planecie.
Także popularne ,,Listy starego diabła do młodego” to zagadnienia moralne (coś, co może wydawać się nieatrakcyjne dla szerszego grona odbiorców, a co może kojarzyć się z hermetycznymi zainteresowaniami, i co można ,,zabić” nudną narracją) podane w formie powieści epistolarnej, zbudowane na pewnej grze z odbiorcą (to, co diabelski narrator uznaje za stosowne należy odrzucić, a czym diabeł gardzi – to jest właśnie właściwa droga dla człowieka).
Kilkadziesiąt listów o moralności (i to czasem nawet o zagadnieniach nie grubo ciosanych ale o pewnych subtelnościach na pierwszy rzut oka może bagatelizowanych w życiu) okazały się nie tylko lekkostrawne dla zwykłego odbiorcy (a były to początkowo kolejne ,,odcinki” drukowane w prasie), ale wpłynęły na ogromny sukces pisarza nie tylko w Anglii ale i w Stanach Zjednoczonych.
Czy jednak zamiast ,,opowieści” i alegorii, poszukujemy kogoś, kto da nam konkrety, prawdę, taki ,,strzał” w samo sedno?
Prawda o życiu w erze TikToka
Chyba właśnie tego szukają młodzi: podpowiedzi podanych wprost, opowiedzianych gawędziarskim i atrakcyjnym językiem, w erze krótkich treści na Instagramie i TikToku szukają konkretu i prawdy. I tego, co ważne, tego co może stać się kompasem we współczesnym świecie, sednem, mapą wartości, co pomoże wydobyć z człowieka prawdziwą tożsamość, co go ukształtuje, a na to receptą jest spotkanie Boga.
W eseju ,,Ludzie bez torsów” zamieszczonym we wspomnianym ,,Końcu człowieczeństwa” Lewis wypowiada się o edukacji, ale i o wychowaniu młodych ludzi, idzie głębiej bo w kierunku tego, co młodego człowieka kształtuje (i choć te słowa są wpisane w określony kontekst XX wieku, to jednak wydają się wykraczać poza główny temat jego rozważań i są uniwersalne): ,,nie można już otworzyć czasopisma, by nie natknąć się na stwierdzenie, że nasza cywilizacja potrzebuje więcej energii, dynamizmu, poświęcenia albo <<kreatywności>>. W akcie upiornej głupoty wycinamy organ i domagamy się, by działał. Produkujemy ludzi bez torsów i spodziewamy się, że będą cnotliwi i przedsiębiorczy. Wyśmiewamy się z honoru i przeżywamy szok, gdy okazuje się, że są wśród nas zdrajcy. Dokonujemy kastracji i każemy trzebieńcom, by byli płodni i rozmnażali się” (,,Koniec człowieczeństwa”, Kraków 2013, s. 33-34).
Do edukacji ale i zestawienia religii oraz kultury pisarz powraca także w tekście ,,Gnijące lilie” (zamieszczonym w zbiorze ,,Ostatnia noc świata”).
O tym, co najistotniejsze
Czytając Lewisa otrzymujemy odpowiedzi na tematy sedna wiary uczniów Chrystusa (jego koncepcja ,,chrześcijaństwa po prostu” zakładała pokazanie wiary w Jezusa bez wchodzenia w to, co odróżnia różne wyznania chrześcijańskie, ale co je łączy i co jest wspólne, lektura tej książki może przypomnieć o jedności i wspólnocie charakteryzującej pierwszych wierzących w Mesjasza, a z kryzysem wspólnoty mamy często dziś do czynienia).
Lewis to też jeden z przedstawicieli XX-wiecznego personalizmu chrześcijańskiego, w twórczości często odwoływał się do jego założeń choćby przez podkreślanie osobowej i indywidualnej relacji każdego człowieka z Bogiem, pisał o wspomnianym byciu częścią jednego organizmu, którego głową jest Chrystus (a jak wiadomo: gdy jedna część ciała boli, cierpi cały organizm), podkreślał godność i wyjątkowość człowieka widząc na własne oczy świat II wojny światowej (zaś jako żołnierz uczestniczył w poprzedniej wielkiej wojnie).
Krytyka i tropy
Lewis był też krytykiem współczesnej mu kultury, prądów myślowych dehumanizujących człowieka, czynił to nie tylko w książkach ale i na łamach prasy oraz w radiu, prowadząc wiele polemik (sam siebie nie uważał pewnie za dziennikarza, ale był nim w stu procentach z racji aktywnej obecności w przestrzeni medialnej). Jego wskazówki przychodzą więc nam z pomocą pośród polaryzacji, poszukiwania sensu, czy też w kontekście technologii, gdy wraca pytanie o to, kim jest człowiek, wybory moralne oraz złożoność człowieka i jego wyborów.
Mógł przemawiać poprzez konkret i trafiać wprost do sumień czytelników, bo sam przeszedł drogę od walczącego słowem ateisty do apologety chrześcijańskiego (swą drogę opisał w ,,Zaskoczonym radością”), gdy Pan Bóg trafił go swą łaską w samo sedno, wykorzystał do tego (tak to zresztą czyni) unikalny język Lewisa (czyli sztukę oraz moc argumentów innego wybitnego pisarza – J.R.R. Tolkiena; swoją drogą Pan Bóg to najgenialniejszy poliglota świata, bo włada indywidualnymi językami ,,wrażliwości” danego człowieka-każdego człowieka na świecie).
Bóg w kosmosie
Gdy istniała potrzeba wyjaśnienia czegoś z pomocą opowieści, Lewis sięgał po fantastykę (,,Opowieści z Narnii”), mit (,,Dopóki mamy twarze”), science-fiction (,,Z milczącej planety”, ,,Perelandra” i ,,Ta straszna siła” zbiorczo u nas wydane jako ,,Trylogia Kosmiczna”), przypowieść (,,Rozwód ostateczny” ale również ,,Błądzenie Pielgrzyma”) czy powieść epistolarną (,,Listy starego diabła do młodego”, ,,O modlitwie. Listy do Malkolma”).
Jest autorem wielu esejów, felietonów i spójnych książek na konkretny temat, starał się jednak opowiadać o wierze w miejsce wykładów o niej, snucie opowieści służyło podzieleniu się zachwytem wiarą i chęcią podzielenia się z czytelnikiem tą pasją i miłością.
Przykładem takiego myślenia jest jego esej z 1958 roku ,,Religia i rakiety” (wydany we wspominanej wcześniej ,,Ostatniej nocy świata”), w którym pisarz odpowiada na już wówczas stawiane sobie pytanie o to, czy we Wszechświecie może istnieć życie inne poza ziemskim. Lewis to pytanie zestawia z chrześcijańską nauką o Wcieleniu Jezusa oraz są przyczynkiem do rozważań teologicznych o stworzeniu, grzechu, Wcieleniu i Ofierze Chrystusa. Jednocześnie są polemiką (tu z kosmologiem z Cambridge – F.B. Hoyle’m).
Lewis tu łączy swój analityczny umysł do logicznego podawania argumentów, erudycję pisarza i publicysty, znajomość teologii oraz przenikliwość i wyobraźnię autora (bo jak inaczej nazwać opowieść iście science-fiction by opowiedzieć w niej o teologii, a jednocześnie tworzyć tekst dziennikarski, bo był on opublikowany w ,,Christian Herald”).
Geniusz bałaganiarz
Powstają kolejne tomy opracowań twórczości pisarza, w Polsce kilka lat temu mieliśmy wręcz renesans książek Lewisa i pojawiały się kolejne zbiory jego tekstów (swoją drogą jako ciekawostkę można wspomnieć, że Lewis był całkowitym przeciwieństwem swego przyjaciela Tolkiena, pracował szybko, był lekkim ,,bałaganiarzem” a jeden z redaktorów jego dzieł wspominał o ognisku, w którym Lewis palił różne papiery, w tym pewnie jakieś części swej twórczości.
O ile więc Tolkien zostawił całe szuflady swych zapisków, czasem nawet różne wersje tych samych opowieści oraz pewien przebieg ,,ewolucji” swych twórczych myśli, tak w szufladach Lewisa niewiele pewnie pozostało).
Wspomniana na początku konferencja szuka odpowiedzi na kwestie współczesnej kultury posiłkując się myślą Lewisa. To nie zamykanie go jedynie w naturalnym dla niego, jako dla profesora literatury, środowisku kultury oraz sztuki, ale też pokazanie, że można szukać u niego odpowiedzi na wiele współczesnych bolączek (a jego słowa będą nas prowadziły przecież i do Boga i do chrześcijaństwa, które kochał).
Lekarz od idei
Warto o Lewisie przypomnieć sobie szukając odpowiedzi na wiele współczesnych tematów (i przy okazji szukając intelektualnej rozrywki). A to nazwisko wkrótce powróci, na początku przyszłego roku (pierwotnie w planach był grudzień 2026) otrzymamy bowiem od Netflixa serial będący ekranizacją ,,Opowieści z Narnii”, ma to być nowe otwarcie i jednocześnie nowa franczyza streamingowego giganta. Zobaczymy tym razem szósty tom serii zatytułowany ,,Siostrzeniec czarodzieja”, który dla całej historii jest kluczowy, gdyż zawiera opis stworzenia Narnii (na podstawie już obecnych informacji o tym serialu wiemy, że wprowadzono dosyć poważne zmiany fabularne dotyczące choćby zmiana XIX wieku – jak w oryginale, na lata 50. XX wieku).
Analizy oraz dyskusje w przestrzeni medialnej zatem będą nadal obecne, nazwisko Lewisa wróci choć na chwilę do popkulturowej przestrzeni, warto więc wcześniej na chłodno wczytać się w jego poglądy na wiarę, ale i na wiele wciąż aktualnych tematów społeczno-kulturalnych, o których pisarz logicznie i rzeczowo, a przy tym nie zapominając o kontekście wiary, wspominał już kilka dekad temu.
Photo by Chris Bair on Unsplash
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




