
Twoje ciało, praca, życie, samorozwój, wiara – to nie są kolejne projekty do zrealizowania. Człowiek nie jest kolejnym projektem, w którym nie widzi się celu i sensu, ale jakiś (nadmuchany często przez media) pęd ku samodoskonaleniu.
Nie jesteś projektem
Jesień sprzyja postanowieniom, wszelkim chęciom zmiany. Niedawno pisałem o tej tendencji zaczynania ,,od poniedziałku”, ,,od nowego roku szkolnego” itd. Niedawno zapytałem morsującej osoby, czy nadal będzie to czynić. Odpowiedziała, że już od listopada – tak.
Dla jednych jesień to czas motywacji do działania, weny do tworzenia, jakiejś energii (nie bez przyczyny tzw. ,,jesieniary” uaktywniają się teraz, i serio mają mnóstwo sił), inni czekają na kocyczek, herbatkę i ucieczki w świat dobrej powieści lub maratonu serialu (szczególnie, że przed nami nasza polska listopadowa ciemna jesień, która przychodzi zaraz po tej słonecznej i złotej).
Ja osobiście jestem na pograniczu obu tych zjawisk, bo słoneczny początek tej pory roku dodaje mi mnóstwa energii, a ten szary i bury chyba już zawsze będzie mi się kojarzył z tomiszczami cegieł C.R. Zafona (tu recenzja) oraz sztuką.
Samorozwój, czyli rozwój w jakim celu?
Zmiany, motywacja, rozwój. A co z czymś więcej, niż tylko ciągłe doskonalenie siebie? Nie zrozum mnie źle: przemiany są ważne, nawrócenie (i codzienne nawracanie się), zmiana nawyków, działanie zamiast jakiejś stagnacji. To są wszystko na serio wartościowe rzeczy (pisałem nawet o pewnym narzędziu – kole zmian).
Tylko że możemy wpaść w pułapkę zmieniania życia zamiast jego przeżywania. Możemy samorozwój potraktować jako kult lub religię. Możemy też poprzez te działania uciekać od życia, od refleksji o swej życiowej ,,drodze”, od ludzi. Wielu ludzi przecież latami trenuje nie dla sportu a dla kolejnego ,,celu” i tak naprawdę już traci sam pierwotny cel. Wielu ludzi ciężko pracuje, ale i ich pracoholizm to ucieczka.
Możemy też dołować się, że wszyscy wokół są zmotywowani, działają, osiągają jakieś kolejne cele a my jesteśmy tacy zwyczajni, nie tak produktywni jak znajomi w mediach społecznościowych (oczywiście jeśli ta ,,kreacja” medialna influencerów jest prawdziwa, bo to może być tak naprawdę fikcja; a nawet jeśli to nikt tam nie mówi, ile go to kosztowało: zdrowia, czasu, może rezygnacji z relacji rodzinnych lub tych z przyjaciółmi; czas niestety nie jest z gumy).
Autopilot ku upadkowi
Czy naprawdę musimy cały czas pracować nad sobą? Czy musimy być super produktywni, mieć wykształcone nawyki, codzienne rutyny, mindset, flow i śpiewająco recytować formułki z zakresu psychologii motywacji, być ,,lepszą wersją siebie”? Wielu ludzi to wszystko robi ale tak naprawdę i to może być działaniem na ,,autopilocie”. Gdy się zatrzymają, nie wiedzą, po co to czynią, jaki był cel i sens, dokąd to miało prowadzić.
Przypomniała mi się taka anegdota, którą opowiedziała mi pewna pani w pociągu. Otóż przez targowisko przebiegała ze swoją torbą na kółkach pewna seniorka, ona wręcz taranowała wszystko i wszystkich, była bardzo energiczna a jednocześnie zestresowana, zdenerwowana, prędka. Ludzie wokół niej stali prawie na palcach. Nagle coś zrzuciła, atmosfera była gęsta i naprężona jak balon, który za chwilę pęknie jeśli jeszcze się w niego wpuści trochę powietrza. Moja rozmówczyni rozładowała sytuację i tak żartobliwie do niej rzekła: ,,a pani to spieszy się po udar, czy po zawał?”. Mało subtelne, wiem, ale ona trochę chciała spuścić tego powietrza a trochę zażartować i pokazać tej prędkiej kobiecie bezsens tego pędu. Seniorka na nią spojrzała i mówi: ,,w zasadzie to wie pani co? To ja nie wiem, gdzie tak pędzę”.
Po co tak biec?
Możemy jak ta kobieta z przykładu tak bezrefleksyjnie, prędko, automatycznie brnąć i w ten, w końcu pozytywny i dobry, samorozwój. Ale tak naprawdę nie wiemy, w jakim celu, dokąd ma nas zaprowadzić (bo jeśli znamy cel i sens, jeśli naprawdę tego potrzebujemy, jeśli mamy odpowiednie proporcje i plan – to wszystko jest ok). Jeśli jest tu miejsce na relacje, na odpoczynek, na akceptację siebie – to serio wszystko jest spoko. Samorozwój jest dobry, ale może być też toksyczny, może powodować zmęczenie gdy czujesz presję robienia czegoś, czego nie chcesz i nie czujesz wewnętrznie, ale skoro świat to robi to musisz i ty.
Nie musisz być za wszelką cenę lepszą wersją siebie jeśli jesteś szczęśliwa lub szczęśliwy, jeśli się realizujesz lub jeśli nie potrzebujesz tego wszystkiego za czym biegną inni. Produktywność nie oznacza szczęścia, jeśli nie musisz być produktywny. Pracuj nad sobą, na relacjami, nad wiarą, nad bliskością z ludźmi, nad otwartością na Bożą łaskę i na Niego. Ale nie musisz być kopią kogoś innego, bo stworzył Cię Bóg indywidualnego i doskonałego, wyjątkowego.
W klatce samorozwoju
Kiedyś mocno sobie wziąłem do serca slogan przeczytania 52 książek w roku, w grudniu czułem frustrację gdy brakowało mi tych 4-5 albo i więcej. Oczywiście już od stycznia liczyłem przez te 12 miesięcy, a były przecież i dni, gdy nie chciało mi się czytać. Były inne obowiązki. Były relacje, praca, zdrowie, aktywność fizyczna. Kilka lat temu zrozumiałem, że to jest jakaś nic nie znacząca liczba. Gdy sobie to uświadomiłem to… czytałem więcej niż ten ,,statystyczny Polak”. Nie tylko dlatego, że sam sobie nałożyłem na barki pewną presję i klatkę, ale i dlatego, że odkryłem audiobooki, ebooki i nawet w kolejce do lekarza wyciągałem telefon i czytałem te kilka stron. Pomógł system, ale przyszedł wtedy, gdy zrozumiałem, że to wymyślony cel którego wcale nie muszę spełniać, bo niby dlaczego lub dla kogo?
- Nie musisz codziennie wstawać o 5:00 jeśli to nie jest Twoja godzina i nie wymaga tego praca (choć jeśli nie spróbujesz to nie przekonasz się, a początki ,,przeprogramowania” są trudne)
- Nie musisz mieć 10 celów, 5 pomysłów na, 7 hobby i 8 aktywności. Wystarczy 1-2 przestrzenie, w których będziesz chciał być coraz lepszy
- Nie musisz czytać 50, 100, 200 książek rocznie. Stwórz listę 5 wartościowych, które chcesz poznać. Zachęcony tymi pięcioma od razu znajdziesz motywację, by mieć kolejną książkę w telefonie, na czytniku, na słuchawkach
- Nie jesteś projektem. I nie musisz nim być.
Wystarczy po prostu być człowiekiem. Nie herosem, nie tytanem, nie superbohaterem, ale człowiekiem.
Co zabiera nam AI, co oferuje
Czasy łatwe nie są, bo nie tylko geopolityka i różne idee propagowane przez media i kulturę mogą nas wpędzać w katastroficzne nastroje (jak w latach 20. XX wieku, tyle że mamy lata 20. XXI wieku). O tym wpływie mediów kiedyś pisałem w tekście. Coraz więcej ,,robi za nas” AI. Nie jestem technologicznym sceptykiem. Tak jak choćby kalkulator sprawił, że nie musisz liczyć ,,pod kreskę” (i zmienił się przez to Twój mózg bo już może oszczędzać energię, a z czasem zaczyna się pod tym kątem zmieniać), tak też sztuczna inteligencja nas wyręcza a tym samym zmienia nasze myślenie, pamięć, kreatywność, pisanie, twórczość.
To względem umiejętności, bo wpływa też na naszą zdolność rozmowy i relacji – czat wszystko wysłucha i wszystkiemu przytaknie, człowiek wytknie błędy i naprowadzi nas na odpowiednie tropy. Czat jest cierpliwy, drugi człowiek może nie być (albo to my będziemy wreszcie chcieli się odezwać i przerwać rozmówcy). To miecz obosieczny, bo komuś może dać pozytywne poczucie bycia potrzebnym, sensu, oswojenia samotności. A jednocześnie nie zastąpi prawdziwego człowieka, tylko z początku wyda się lepszy niż interakcje społeczne, ale w gruncie rzeczy nie zapełni pustki (choć potrafi w nagłej sytuacji kryzysu szybko podbudować i podpowiedzieć rozwiązanie).
Dzięki AI coraz więcej rzeczy przeżywamy szybciej, a coraz mniej ich przeżywamy. To tak jak z presją samorozwoju. I tak jak z szeroko pojętym dbaniem o ciało.
Presja ciała się nie udała
Dbanie o sylwetkę, o dietę, treningi, sport, ,,docinanie” mięśni, próba osiągnięcia sylwetki i ciała jak sławny to mogą być rzeczy dobre i często takimi są. I tu znowu tzw. ,,druga strona medalu” – czy to tak jak pisałem w przypadku samorozwoju – faktyczna potrzeba, faktyczny sens i cel, czy to służy dbaniu o zdrowie czy jest odpowiedzią na modę, czy to nie jest zapatrzenie się na pewien internetowy wizerunek (i wykreowany) influencera i celebryty?
Bo jeśli to dbanie o zdrowie, hobby, pasja – to jest ok. Mamy dbać o swoje ciało i to nawet jest nie tylko założenie ,,świeckiej religii” branży fitness, ale chrześcijaństwo i Biblia również do tego nie tylko zachęcają, ale to wręcz obowiązek wierzących.
Zaakceptować, czy walczyć?
Wielu ludziom jednak ciężko jest zaakceptować własne ciało, szczególnie że słyszymy wokół, że trzeba je poprawiać, że każdy musi mieć te 10% tłuszczu, sylwetkę slim, płaski brzuch i zero oznak starzenia. Ciało jest świątynią Ducha, musimy dbać o nie, ale nie musimy być medialnymi awatarami, projektem do retuszowania.
Zaakceptowanie siebie sprawia, że wielu czuje wyrzuty sumienia, bo przecież inni pracują to może powinien i on lub ona? Może tu nie trzeba akceptować a działać? Musimy o siebie dbać, ale twarz będzie nabywała zmarszczek. Musimy dbać o ruch, kondycję, ale jednocześnie z wiekiem tracimy siły i mobilność. Owszem: może zaradzić wielu rzeczom, mieć jak najdłużej fajną sprawność, ale jednak spowolnimy zmiany a nie je ostatecznie zatrzymamy.
Zatrzymać upływ czasu
- Sport może być formą kary, ale może być też formą troski o siebie.
- Upływ lat może być naturalnym procesem albo przestrzenią lęku i strachu.
- Ciało może być okazją do zadbania o siebie, okazania sobie wdzięczności i troski, a może być obsesją.
- Możemy nasze ciało traktować jak nieodłączną część i duszy i psychiki, a może potraktować jak kolejny projekt.
To od Ciebie zależy, w który nurt się wpiszesz.
Nasze ciało mówi nie tylko, czy żyjemy, ale i jak żyjemy. Ono pokazuje również kondycję naszej duszy i naszej psychiki. Ono również sięga do naszego serca, którego kondycję nieustannie powinniśmy badać
Obrażony na Boga Jonasz, nieidealny Piotr
Człowiek nie jest projektem do naprawienia. Gdy sięgamy do Biblii, natrafiamy na wiele postaci, które po ludzku wydają się wyrywać temu kluczowi samorozwoju, temu pędowi za byciem wręcz idealnym do tego stopnia, że nieludzkim.
Spójrzmy na Jonasza, który nie chciał być bohaterem a wręcz uciekł od swej misji (a był przecież bardzo skuteczny, jak wiemy, ale i wtedy był troszkę ,,niezadowolony” ;))
Pan Jezus wybrał Piotra, który nie okazał się człowiekiem bez słabości. Co więcej: został powołany na pierwszego papieża. I gdybyśmy na Ewangeliach poprzestali to byśmy sobie mogli pomyśleć: ,,Panie Jezu, co czynisz. Piotra?”.
Errata do życia Piotra
Tylko że mamy zaraz potem Dzieje Apostolskie a w nich Piotr to, jak mówi młodzież, prawdziwy sigma! Piotr nie jest już tym, kim jeszcze niedawno był. Na początku Dziejów Apostolskich wygłasza mowy, jego cień czyni cuda, jest przepełniony wiarą, odważny bo za swe publiczne wypowiedzi o Jezusie i wierze otrzymuje kary. Ale jest w tym odważny i dzielny. A to za sprawą Ducha Świętego. Przemawia z mądrością, mocą, wygłasza płomienne mowy a to krótki czas przecież od tych dramatycznych chwil, gdy się wyparł Jezusa.
Wyobraź sobie, że w Boże Narodzenie byłeś słaby a w Wielkanoc już jesteś mędrcem. Po ludzku to nie jest możliwe. Ale w krótkim czasie Piotr staje się innym człowiekiem. Później Paweł też. Kiedyś pisałem tekst o Sienkiewiczu, jego bohater, np. Kmicic, z dnia na dzień zmienia się o 180 stopni. Raczej chwalimy i doceniamy bohatera dynamicznego, który stopniowo się zmienia – na lepsze lub gorsze, który stopniowo pęka lub odbudowuje się. A jednak nawrócenie potrafi być gwałtowne. A to za sprawą łaski Bożej, za przyczyną Ducha Świętego, który potrafi nas popchnąć w takie rejony, w zapuszczenie w które nie podejrzewaliśmy samych siebie. I to z odwagą oraz bagażem Jego darów.
Czy w ogóle da się być jeszcze szczęśliwym? FAQ
Czy dobre życie musi być szczęśliwe?
Jeśli mówimy o tej recepcie, którą daje świat: pędu ku rozwojowi ale bez zatrzymania się i zapytania o sens i cel – to nie, życie nie musi być szczęśliwe. Gdy mówimy o tym, że musimy być zakompleksieni bo nie jesteśmy idealni i nie wszystko od razu potrafimy, to nie – nie o takie szczęście chodzi bo możemy z dnia na dzień być coraz lepsi jeśli otworzymy się na Ducha Świętego i łaskę. Jeśli mówimy o wizji ,,świata” na nasze ciało, dbanie o nie i aktywność, to nie – nie o takie szczęście chodzi.
Czy spokojne życie to życie przegrane?
Tak powiedziałby świat, ale to nie jest prawda.
Czy człowiek potrzebuje celu?
Jasne! Ale pytanie: co nim jest. Bo cele mogą być różne i czasem tylko pozornie do czegoś prowadzą, a tymczasem jeśli oddalają nas od samego siebie, od prawdy, od ludzi i bliskich, od bycia dobrym, od Boga, od tego co najważniejsze, a prowadzą ku jakimś wydmuszkom sensu to nie – takiego celu człowiek nie potrzebuje.
Czy można dobrze żyć bez sukcesu?
Można, i można być nawet szczęśliwym.
Czy praca powinna dawać sens?
Świat często podpowiada, że praca musi być tym, co kochasz, co ma ogromny sens. To bardzo ważne, aby podchodzić w taki sposób do tego, co robimy: jak do służby, wielbienia Boga, misji, podchodzić sumiennie i dokładnie. Ważne też, aby praca nas rozwijała, żeby szukać tego, co jest rozwinięciem naszego talentu od Boga, co kochamy. Prawda jest jednak taka, że choć ktoś może kochać produkcję gwoździ i myśleć o tym, że bez jego pracy nie powstałby dom (co jest prawdą) to jednak wiele wykonywanych zawodów i prac nie ma w sobie tej misyjności i wielkości. Ważne, aby Twoje życie, Twoje pasje, to kim jesteś i jaki jesteś – by to twoje życie dawało sens Tobie i ludziom wokół.
Photo by Ian Stauffer on Unsplash
Z wykształcenia dziennikarz i trener rozwoju osobistego, w wolnych chwilach pasjonat literatury, biegania, fotografii i samorozwoju. Wierzy w rolę świeckich w Kościele a także wierzy w holistyczne podejście do człowieka, to dlatego uczestniczył w kursach z zakresu dietetyki oraz treningu personalnego. Aktywność fizyczna to nie wszystko, łączy ją więc z zainteresowaniem psychologią oraz teologią katolicką.




